Weterani wojenni – nasz wspólny problem [repost]

Oryginał ukazał sie w 2011, ale pochłoneła go Amba serwerowa…

Obserwując śmieszne ambicje mocarstwowe naszych politykierów, trudno nie zauważyć kolejnego wątku niekompetencji naszego państwa, jego instytucji i systemów.

Nasze proamerykańskie polityczne zwierzątka z wielką lubością wplątują nas w coraz to kolejny konflikt wojskowy na terenach gdzie polska racja stanu ma takie znaczenie jak moje pragnienie rządzenia Libią. Wysyłamy tysiące żołnierzy, tysiące ton sprzętu, a nawet okazjonalnie wywiosłujemy jakiś nasz „okręt”, czyli kupę złomu oddaną nam, bo było taniej niż zezłomować (za dawnych czasów to się nazywało „celem treningowym artylerii morskiej”). Nasi politycy lekką ręką wydają miliardy z naszych podatków na zabijanie ludzi którzy nam nic nie zrobili, w krajach gdzie nawet polskie biura turystyczne nie wyślą różowych Barbie ani łysych w klapach. Marnują miliardy które powinny zostać wpompowane w szkolnictwo, zdrowie, postęp technologiczny, i robią to bez podania nam jakichkolwiek spójnych teorii, modeli geopolitycznych, poza Chicagowsko-Jackowskim uwielbieniem hamerykanów i ich imperialnej polityki służącej wyłącznie zachowaniu cen ropy na hamerykańskich stacjach benzynowych by się grubasy nie wsciekały. Brakuje mi ciekawego modelu/uzasadnienia nad którym mógłbym posiedzieć i pomysleć.

Nasi żołnierze giną, bo takie są prawa natury i rachunku prawdopodobieństwa w przypadku gradu pocisków lecących ku głowie z prędkością 1100m/s lub eksplozji IED rozprężającej się z prędkością 3000m/s. Co jakiś czas zjeżdża do kraju kolejna owinięta flagą trumna a politykierzy, z charakterystyczną sobie obłudą, gadają pierdoly i rzucają slogany godne kreskówek z gumy Donald. Rodziny dostają żałosne ubezpieczenia, bo ich synowie nie lecieli w pijackiej CASAie ani nie wybierali się niepotrzebnie do Smoleńska.
Niemniej, zwłoki mają to do siebie, ze są binarne: jak ich nie ma to nie ma problemu a oddychające pre-zwłoki płacą podatki, ZUS, itp. Zwłoki-zwłoki to krótkoterminowy problem który ma to do siebie, że szybko gnije, przykryty płytą kamienną na cmentarzu. A wiec problem jest krótki jak zajawka w TVN24: trumna+flaga, powitanie, peany, do ziemi, wypłata, zapominamy.

Jako pasjonat historii, musza zadać pytanie: czy jesteśmy jako państwo gotowi na „żywe konsekwencje” wojen w których się udzielamy? Co dzieje się w Polsce z weteranami?
Ciekawi mnie z kilku powodów:
– Powracający do USA bohaterowie z II wojny światowej, a nawet Korei, byli witani jak wybawcy a państwo miało możliwość pomoc mi zakalimatyzowac się ponownie do życia;
– W przypadku wojny w Wietnamie już tak nie było i powracający byli wypychani ze środowiska z którego wyjechali a ranni trafiali w system żałosnej pomocy medycznej. W sumie, ogromna liczba trafiła na ulice i do „ruchów alternatywnych” (włącznie z zakładaniem większości gangów motocyklowych które działają do dziś);
– Żadne państwo nie uznaje „Gulf War Syndrome”, gdyż wtedy musiałoby wydać miliardy na leczenie i odszkodowania dla ludzi których to samo państwo wysłało do Iraku(1) bez odpowiedniego przygotowania;
– Anglia po Iraku i Afganistanie ma nowy problem: w mediach padło niedawno przerażające stwierdzenie: „w dowolnym brytyjskim mięście jesteś nie dalej niż 100 metrów od bezdomnego weterana”;
– Niedawno czytałem straszny artykuł o zmianie obrażeń wynoszonych z nowych konfliktów: o roli fali uderzeniowej w tworzeniu zmian mózgu, które nie są diagnozowane bo dotyczą tych co przeżyli wybuch, nie mają ran (widocznych) a nikt się nie interesuje długoterminowymi efektami wstrząsów na umysł i mózg jako komputer sterujący ciałem.
Wielkie, zaawansowane, bogate kraje nie dają sobie rady z weteranami: ich ilością, zróżnicowaniem i srogością ich problemów medycznych, problemami psychicznymi, rozpadem rodzin, przestępczością.

24713_rot

I jak da sobie rade nasze malutkie państewko z politykami którzy nawet nie potrafią autostrady zbudować, biurokratami zatrudnianymi przez pociotów i lekarzami którzy pracują na 16 etatach? Czy nas tez czeka rosnąca grupa wyrzutków społecznych, opętanych demonami wojny, cierpiących na drogie w leczeniu schorzenia, których wyrzekli się wszyscy?
Jeszcze nam tego brakowało, by do naszych mafii wstępowali weterani, znający się na zaawansowanej broni, nie bojący się gradu pocisków i umiejący zabić przy pomocy plastikowej łyżeczki. Malo nam było w czasach gdy ex-antyterrorysci szkolili gangsterów za kasę, lub ex-komandosi wspierali jedne i drugie mafie w ich lokalnych wojenkach?

Oczywiście, ten problem zajmie parę lat, a wtedy żaden z aktualnych decydentów nie będzie już przy żłobie. Ale może weterani zapamiętają tych co ich wysłali do piekła i za parę lat przypomną o sobie pod domem tego czy owego? Jak im pikieta nie wyjdzie to niech przynajmniej felgi zabiorą — i tak będą kupione z naszych podatków.

Zobaczmy jaki efekt odniesie najnowsza próba uregulowania tych kwestii podjęta przez polski rzad. Tutaj jest informacja ze Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza granicami kraju.

W 2012 pojawił się pierwszy glosny medialnie case

and a little moment from my favourite band

Punishing Putin’s Russia – the current oil crisis

I like some weird theories that highlight the roots of the current global crisis.

First, the current problems started with the resurgence of the American New Right (Project for New American Century a.k.a. the NeoCons), with their desire of returning US to global dominance and the understanding that it must be achieved through the control of global oil and direct American military involvement. Invasion of Iraq, Afghanistan and other oil-focused conflicts are a direct result of that policy – oil masked as “democracy”.

Second, the NeoCon agenda requires the defeating of rising superpower alternatives (US competitors), primarily China, Russia and EU. The EU has been challenged successfully and is currently being flooded by middle-eastern migrants from a region, which was stable prior to the involvement of US policy and the resulting negative consequences of “Arab spring”, which became not a drive towards freeing-up the Arab citizens and instead, becoming the source of destabilisation in many countries and resulting emigration (not “migration” as some would like to make us believe).

Third, The Russian crisis, started by themselves in Crimea, followed by Ukraine and the Malaysian airliner (shot down over Donbas) and now culminating in Russia’s involvement in Syria. The Russian resurgence to regional (not yet global) dominance has created a Western need for Russia to be punished and its leadership embarrassed until it loses the elections. As a primary resource producer, Russia’s budget is oil and gas dependent, so hitting its primary budgetary revenues will bring the country to its knees – no one can be a hero with empty bank coffers. This is not the first time – a few years ago Russia had major ambitions, and then the oil collapsed by half and the Russians went quiet. So, people know that Russia can be pushed into submission through the virtual “global markets”, which independently set the world commodity prices and Russia as a primary resource producer (seller) is required to accept externally imposed prices or… sell no oil. These international markets for money/commodities are:
– Virtual and distributed;
– Controlled by Western power (people and organisations);
– Un-destroyable with Putin’s bombers and navy (how can you bomb a distributed computer network?).

How is this “punishment of Russia” done?
ISIS and Syria are a threat to the Middle East, including the US-friendly oil states, which are dependent on continued US protection and military presence. Syria is close by and ISIS is occupying huge territories across previous “national borders”. The US makes a phone call to Saudi Arabia along the lines of “want protection from ISIS and Syria fall-out, then increase your oil production to lower world oil prices to hit Russia, which has no financial reserves”. Oversupply on world markets assures low price of oil and thus low revenues for oil-producing states. The Arabs, undoubtedly squirmed initially before their (UK educated) analysts understood the additional consequences (benefits to the Saudis):
– Low prices pose a challenge to the emerging Iranian production, whose economy and infrastructure is starved of investments, and low prices make it less economically viable (this price war is also a religious war between the two Gulf states);
– Low prices challenge other producers, most of whom have to exert massive efforts to produce “their” oil (bottom of oceans, deep drilling inland, etc.) – this means UK for example with its fixed 30 USD per barrel production costs deep underneath the North Sea;
– Low prices challenge the underdeveloped oil producers for whom oil is the main source of foreign currency (e.g. post-soviet states which are trying to establish themselves as independent states);
– Low prices challenge even internal US oil producers and, especially, US natural gas producers, who have to undertake sizeable expenses (in research and drilling) before gas flows from frakked rock layers 2000 metres underground.

As a sensible country, the Saudis have not spent all of their oil money on stupid megalomanian projects, so they should be able to survive longer than their competitors, especially post-Soviet oil-dependent states with simple economies, no secondary or tertiary industries. Simarly hurt will be the African and Central/South American oil producers.
All that is needed for the world to undergo a massive economic/oil earthquake is for oil to stay at 35USD per barrel for 2016 and most of 2017. Even 50USD will challenge many national budgets, which grew fat and lazy on 85 USD or more per barrel.

We are seeing a major global power play in action – the glut will lead to economic collapses or such major problems that current Saudi competitors will take many years to recover after the prices improve. What we see is a game of “who can withstand the pressure longer”. Of course, citizens and non-oil economics will suffer, but who cares about that?

Economic Miracle of Christmas (revisited)

Note: the original post was written in 2009, but then got corrupted in a server crash

Everyone receives Xmas promotional brochures from chain stores, local shops, big retail units, filled with hundreds of “unique” and “one-time”offers without which a citizen of the developed world cannot exist, be happy, provide others with happiness. We are indoctrinated to buy these products for ourselves, kids, family and friends, as if Christmas was measured through the value (not usefulness) of a particular paper-wrapped box, bottle or piece of cloth. As a result Christmas is going the way of modern weddings, where couples make their wishes known to (no, not the family) a retail outlet that compiles the “wedding gift list” so that wedding-goers can contribute to a perfect beginning by buying what the couple most needs: 17 spoons, 12 forks (5 were bought by Aunty M who could only afford five) and a soup bowl. No more finding 5 irons and 7 toasters – everything is organised to maxismise the effectiveness of every cent, kopeyka!

I wonder whether this new Christmas paradigm is a result of capitalism’s persistent strength (backed by the consumerist ideology) or the collapse of religion and the social nature of “holidays” that stem from the destruction of interpersonal bonds. Christmas without gifts, or with a single/simple one per person, is much different to the orgasmic (but short-lived) shopping frenzy and gift-unwrapping craze, that occur these days around millions of cut-down trees that begin their death many days before Dec 24th and keep-on-dying as we “celebrate” a miracle with immense quantities of food, alcohol and destroy our minds with crappy TV that keeps showing useless shows to the brainwashed and over-fed popluation of the mindless?
The extremes are fascinating – celebration of life with dead trees, piety with copious amounts of food, modesty through spending thousands on gifts, humility through the arrogance of buying people gifts they don’t need. We have found a way to run away from the much needed “period of family bonding” and turned into an ultimate capitalist fake: showing our “love” through junk, finding every opportunity to escape deep and meaningful conversations, learning about each other, strenghtening inter family bonds, helping and supporting those in need.

Admittedly, the next event will be less product oriented as no one has invented too many justifications for product purchasing on New Year’s Eve, but within a month and a half (Feb 14th) we will all rush out to show our love in the most Capitalistic of ways: by buying “red stuff”, “sexy stuff”, “love stuff”. Maybe, it is our fault, as we have fogotten what a true human-human bond is like, and now we seek to cover-up our incompetencies by flooding those close to us with useless gifts? Afterall, it is much easier to give a car to a kid once a year than to show love, compassion and attention (often in the greatest deficit) every day for 365 in a row? Somewhere, some time ago, we’ve been taught that a single gift can make up months of neglect or even evil. Should we blame it on the corporations, pushing forth their culture and ideologuy of consumerist happiness or should we look deep within ourselves and root out OUR weaknesses that misguide us into buying…things?

The future of ISIS (short and bloody)

France’s response to the Paris massacre should be defined as lukewarm at best. Several fighter-bombers dropped some ordnance on a few locations, where the ISIS idiots have been sheltering. France is now placing a lot of importance on “returning to life as usual” as a major form of resisting ISIS. Is this because the Christmas shopping period is coming up? Where is the big punch, the overwhelming response, the shock&awe?

While “boots on the ground” are now unrealistic and would provide ISIS fighters with an opportunity to fulfil their greatest desire of fighting the American devils on middle-eastern soil, the world does have other response mechanisms. Ones that would provide the crazy extremists with what they desire – death (their own). And, lots of it.

Question 1: Where is Curtis LeMay, when you need a crazy general from Strategic Air Command, quoted as: “I’ll tell you what war is about, you’ve got to kill people, and when you’ve killed enough they stop fighting.” Simple. It cannot be 20 aircraft bombing some targets on a large territory. The challenge is to undertake a sustained, effective and overwhelming campaign, which will prevent ISIS from renewing its resource base. Ergo: destroy their assets faster than they can replenish them. This requires a coalition effort or just an angry US with 2 aircraft carriers in the region and some strategic bombers flying long-range missions (are they still based in UK?).

airborne death

Question 2 (resulting from the above): Don’t you think that Saddam is now vindicated in his strategies? Remember when US invaded Iraq and Saddam started burning oil fields? A cool strategy of “denial”, that will work against ISIS as well, seeing that the terrorists are earning an estimated 50 million USD per week from sales of oil. That in turn means that they have unlimited money for buying weapons, equipment, food, etc. Did you notice that the Toyota pickups they always use, have been getting newer and better? Who is the Toyota dealer for Iraq?

and we worry about car pollution

Question 3: Where is SOCOM when you really need them? US special Operations Command has proven itself as a hyper-effective tool for the elimination of Taliban in Afghanistan and Pakistan, so why not shift their efforts and capabilities to a new target? In all types of ideological movements, the secret to their defeat is to attack the leadership – those who put stupid ideas into heads of idiots and then tell those frenzied idiots to go and do crazy shit. So, as SOCOM already did in Afghanistan, you go after the ISIS leadership with surgical drone strikes and targeted assassinations. As an illegitimate non-state pretentious wannabe, ISIS leadership are not state leaders, so they will not find protection under international law. Good. Their morning coffee and cigarette on a balcony will now be done with a though that a drone could be just over the horizon.

cool badges on their arms

Question 4: will Anonymous help the various governments by providing vital digital data about ISIS’s online operations. This cooperating would be unprecedented and, undoubtedly, short-lived as the hackers and Western governments have only ISIS in common. Nonetheless, ISIS digital operations would be a source of good targeting data – imagine an ISIS leader talking online and that data passed to a circling American bomber with a nice 500kg “gift” to be dropped on THAT particlar “internet location”. If the hackers could wipe out more accounts, steal money from the rabid crazies, that would be even cooler.

Question 5: when will European governments shift their security policies to preventative detentions, targeted removals of individuals with proven links but against whom no “binding in court” information can be acquired? What about stripping of nationalities from extremists and kicking them back to the sand dunes that house ISIS? Is anyone deluding themselves that Europe will NOT go towards deportations? The current softness towards migrants is a temporary thing, trust me.

All we need is some political courage.

Brexit, bremail, brebotage

So, once the Brits managed to prevent Scotland from departing their own happy Union (barely!), their confidence boosted by such success has led them to the next logical step – taking the UK and swimming away from the EU. You’d think they would have learned from the Scots, where business and economics (staying in UK) won with national patriotism (departure and creating an Arab-styled oil state with its own currency and immediate large international debt).

The UK right wingers have managed to introduce the notion of departing the EU, and many observers across the continent are paying serious attention to the idea. Brexit is now on everyone’s mind as if it was a rational choice (it is not!!), seeing that:
– EU migrants are economically contributing to UKs pathetic economic growth as employees;
– EU migrants are starting new businesses in UK;
– UK companies have become integrated into the EUs economic system and are dependent on un-tariffed exchange (look at the trucking industry having migrated to France to save to taxes and fuel);
– UKs financial system works within the EU network;
– UK citizens travel freely as tourists and migrants themselves (with the export of jobs to Asia that is, of course “not happenning” in the production sector of UK);
– What will be left in terms of financial linkages will be the Russians, Indians and Chinese (and THAT will sit well with the right wing voters – more parts of London to speak Russian ;p) or maybe the Arabas will buy more sections of City?;
– Migrants will return to being from one area – previous colonies (that will make the old boys in Parliament feel good, nostalgic, able to understand again the demographics of their country);
– I also wonder who will do the nasty jobs that EU migrants currently do? The lazy unemployed yobos and their 300kg “women” from outskirts of Brummy, Manchester, Glasgow or Bradford?
So, we might expect that, at the end, economic rationalities will prevail, although the result will be close – 46-54 or similar.

I am leaning more in the direction of Bremail – political blackmail by UK, with the UK using its exit potential to win what it needs in the short political cycle of the next elections:
– Restricting immigration from all areas (good idea – Italy’s current problems are a good example of bad solutions, whereas Australia solved the problem);
– Gaining more support in controlling migration across the continent (very good idea – look at the nightmare at Calais);
– Kicking out migrants who have not found a job in 6 months after arrival (logical – why would they consume resources from an economy to which they do not belong nor to which did they never contributed);
– Preventing the transfer of funds to dependents of migrants that are not in the UK (although here, UK retirees should be worried, as in the future even their retirement funds might not be allowed to be sent abroad, as an economy-saving measure, so no more life in Spain or Italy);
– Saving millions in UK contributions to a failing EU, and thus having more funds left for important projects (like giving Brummy yobos coupla hundrd quid for booze and fags);

The coolest and most impressive would be aggressive Brebotage – the UK using its strong position to sabotage the current Union. What could the UKs aims be?
– Scaring the Brussels bureaucracy out of its communist megalomania;
– Curtailing the legal and document creativity of the Brussels bureaucrats (Ministry of Silly Walks, A.D.2015);
– Reducing the control of Brussels over individual members (federalism);
– Returning control in important areas to individual governments (federalism again), when the EU is unable to provide effective leadership;
– Cleaning the Euro zone of stupid countries that drink wine and wait for tourists all day;
– Creating a migration policy that works (controls, logic, selection, integration, cooperation);
– Enhancing the EU security system (common defence finally? joint research and expenditures on EU products);
– Diversifying the energy networks;
– Adding political control over Brussels “thinkers”;

Of course, while internally, the UK conflict is about electoral politics with the far right ideologies gaining momentum, the overall image is one where Bismarckian Realpolitik is being brought back to the game of INTERNAL EU politics. What Putin did from the outside, fooling Brussels and making it look stupid, the UK is not doing from the inside.
The interesting question will be – IF Brexit succeeds, are its promoters ready for the consequences? The Chinese have an ancient curse: beware what you wish for.

Afera podsłuchowa – afera w aferze

Posypał się rządzik. Poleciały głowy. Padli liderzy. Zawaliła się władza. Rozwalono układ. Zostawmy na poboczu kwestie wojny politycznej wewnątrz Polski. Pobocze to dobre miejsce dla cwaniaków, których nagrano.

Interesuje mnie bardziej sprawa technologiczno-szpiegowska.
Bywam w restauracjach, gdzie spotykają się poważni ludzie. Bardzo poważni. Niektórzy moi studenci pracują w podobnych miejscach. Podczas zajęć (np. na Strategic Information Systems) czasami poruszamy tematy typu „Sowy i przyjaciół”, i jakoś wszyscy mówimy o rzeczach dla nas oczywistych, ale dla polskich polityków i pracowników służb będących całkowitym zaskoczeniem.
Szef banku średniej klasy, prezes korporacji, pracownik służb lub wyższej rangi urzędnik (oczywiście nie w Polsce) nigdy nie pójdzie gadać o biznesach do knajpy niesprawdzonej, nieprześwietlonej, w której nie odbywają się regularne kontrole kontrwywiadowcze. Znam miejsca, gdzie są specjalne pomieszczenia do takich rozmów, zamykane na specjalne zamki, a wynajmowane bardzo wąskiej grupie ludzi. Niektórzy z moich studentów opowiadają, jak do restauracji, w których pracują, na 2-3 godziny do ważnego spotkania przyjeżdżają dwie ekipy zawodowców i sprawdzają pomieszczenie właśnie pod kątem podsłuchów. Potem obstawiają cala restaurację i nie wpuszczają nikogo. Ochrona biznesmenów się nie certoli, bo biorą za to pieniądze i odpowiadają przed pryncypałem za wszelkie wpadki.
Wszyscy wiedzą, że podsłuchuje się często, różnych i w różnych celach. Nagrywa się na bieżące potrzeby i nasz przyszłość, gdyż „haki” maja najczęściej długi żywot. Tym bardziej nagrywa się „wiodących” polityków średniej wielkości państwa. Gdzie ma się ich podsłuchiwać, jak nie w restauracjach, do których udają się owi „liderzy” by dogadywać sekretne i nieuczciwe układy, biznesy, handelki? Tym bardziej, że obcy szpiedzy maja łatwiejszy dostęp do restauracji niż do biur poselskich czy ministerialnych. Jakim debilem trzeba być, by uciekać z miejsca pracy w celu kręcenia sekretnych lodów i nie myśleć o tym, że nie są one tak sekretne jak można by pomyśleć? Czy myślenie typu „jesteśmy u władzy to nikt nas nie nagra” to myślenie normalnego człowieka? Ilu te pseudo-inteligenty mają wrogów? Lewica, prawica, dziadki z SB, wierzyciele z WSI (sorry, założyciele PO), Rosjanie, Amerykanie, Francuzi, Izraelczycy, Anglicy, Niemcy, itp. itp. itp.

Ten typ debilnego tumiwisizmu nie jest niczym nowym. Ileś lat temu do Sejmu wpuszczono francuską firmę, bo była tańsza w obsłudze restauracji. Czy jakiś debil nie zastanowił się DLACZEGO francuzi byli tańsi? Przecież deficyt zapewne pokrywał francuski wywiad. Inny debil udostępnił posłom telefony Blackberry, zbanowane w różnych krajach z obawy o dostęp amerykanów do wszelkich danych. Potem dali posłom IPADy, w których Apple skrywa swoje sekretne sztuczki.

A jeszcze POTEM, żaden debil nie pomyślał, by nie sadzać 96 ważnych osób w jeden samolot, bo staje się on wtedy łakomym celem lub sam głupi przypadek może doprowadzić do tragedii…

I jakoś nikt nigdy nie wylatuje z roboty, nie idzie siedzieć. Ten poziom niekompetencji jest tolerowany, ludzie awansują, mają się dobrze. No chyba, że jest to celowe, bo nowe, sprawne spec-służby utrudniłyby życie jakimś szemranym elitom z przeszłości?

Czy wszystkim tym oficerom wywiadu lub kontrwywiadu, BORowikom i innym muchomorkom, NIE WSTYD?

Przyjmując za prawdziwą teorię o Smoleńsku, że wydarzył się w wyniku tragicznego zbiegu niekompetencji wielu osób (od organizatorów, przez pułk lotnictwa, aż do pilotów i Błasika), a wszystko to odbyło się podczas „warty” PO, której to nie przeszkadzało, to można również pociągnąć owe rozumowanie dalej – PO dostało taśmami w dupę za swoją własną głupotę. Jak się człowiek lub partia nie uczy na błędach, to potem mają za swoje.

Czyż nie jest ciekawy zbieg czasowy – wybory, embargo na Rosję, konflikt z Unią, gdzie Polska ma główny głos anty-rosyjski oraz rozwalenie PO? A może WSI nie dostało zwrotu swojej inwestycji i dziękują swoim chłopcom z PO, szykując nowych kandydatów, na których też mają teczki?
A jeżeli nagrywali Rosjanie, którzy są u nas od zawsze, to ciekawe ile tych nagrań posiadają…
A to oznacza, że dopóki u władzy będą umoczeni w komunizm lub styropian, dopóty starzy szpiedzy będą na nich mieli haki, a w kraju nie będzie normalnie.

Finansizm, czyli władza psychopatycznych finansistów

Za zniszczenie globalnego system ekonomicznego bezspornie odpowiadają banskterzy i rożnej maści cwaniaki finansowe. Zawalili system a potem jeszcze okradli państwa i obywateli by załatać swoje deficyty. W większości krajów, nie udało się ich ukarać ani poddać kontroli. Zaprzepaścili tryliony, a teraz bezkarnie myślą, co jeszcze zrobić by zarobić naszym kosztem.

Dlaczego?
Od 30 lat nie mamy do czynienia z kapitalizmem produkcyjnym w Europie Zachodniej, tym wyśnionym celem, za którym gnają państwa post-komunistyczne. Kapitalizm to system, w którym bogactwo tworzy się poprzez produkcję dóbr i usług. Niestety, ten system już nie istnieje, ponieważ Zachód został zdominowany przez finansizm (częściej zwany finansializmem, ale lepiej brzmi krótsza nazwa, ponieważ bliższa jest innym skrajnym lewym/prawym „izmom”), w którym rynki finansowe żyją dla i służą wyłącznie samym sobie – celem ich istnienia jest tworzenie, sprzedaż i obrót aktywów finansowych, które nie służą finansowaniu realnej działalności kapitalistycznej, ale są obracane dla samych siebie i przez to istnieją, jako samodzielny, niezależny system ekonomiczny. Ów finansizm, to czysta chciwość transakcyjna, oparta o mit tworzenia wartości dla akcjonariuszy i to w krótkim okresie.
Oznacza to nacisk na bardzo krótki termin realizacji zobowiązań, co nie pozwala na planowanie strategiczne ani na długoterminowe inwestycje, analizę czynników i konsekwencji ekonomicznych – i nagle rozumiemy, dlaczego finansiści cieszą się z globalizacji, która daje im mierzalne natychmiastowe zyski, ale kosztem milionów lokalnych miejsc pracy. Finansiści nie dbają o sprawy makroekonomiczne, społeczne, ponieważ nie są one powiązane z ich chciwym Matriksem, niemniej ICH działania mają ogromny wpływ na świat rzeczywisty. Dominacja myślenia giełdowego to dominacja potrzeby generowania rezultatów w okresie kwartalnym, który z perspektywy potrzeb i wyzwań realnego biznesu jest okresem nijakim, najczęściej wymagającym znacznych poświeceń ze strony firmy, głownie w kontekście jej długoterminowego rozwoju (a może i przetrwania). Ale długi horyzont czasowy jest niepotrzebny finanzistom – gdy rozwalą firmę swoimi kwartalnymi wymaganiami, ONI mogą się przenieść i pasożytować na kolejnej, i kolejnej, nie dbając o pozostawione za sobą wraki dawniej prężnych organizacji, puste miasta, i bezrobotnych.

By móc grabić różne rynki, finansiści potrzebują globalizacji i błogosławieństwa deregulacji, jaką ona ze sobą niesie. Nagle można działać na różnych rynkach, nie dbając o nic poza zyskiem dla siebie i swoich (rozporoszonych, anonimowych) inwestorów. Otwarcie kolejnego kraju to otwarcie rynku, nie gotowego na konkurencję ze strony globalnych graczy, którzy szybko i sprawnie potrafią wejść, zdominować, objąć kontrolę nad tym, co ważne, a potem wyjąć, zabić, utopić. Potem oni, przenoszą się na kolejne łowisko. Raiderzy 21go wieku. I bezkarni, bo oni lub ich znajomkowie są u władzy w światowych organizacjach mówiących nam co mamy robić.

By otworzyć rynek, potrzebni są kompradorzy, czyli lokalni aktywiści, zaprzedani interesom zagranicznej siły (dobry przykład z historii to Chińczycy reprezentujący kompanie handlowe wewnątrz Chin, de facto sprzedający siebie Portugalczykom, Brytyjczykom i działający przeciwko własnemu narodowi). Ci ludzie zarabiają jako pośrednicy i, oczywiście, są stuprocentowo lojalni wobec swoich mocodawców, którzy z wdzięczności dają kompradorom majątki, trochę władzy a nawet pomagają wyjechać ze swojego kraiku gdzie indziej, tam gdzie kompradorzy mogą cieszyć się zarobioną kasą i nie obawiać odwetu.
Jest oczywiste, że komprador nigdy nie może zmienić poglądów, ponieważ zaprzeczyłby swojemu istnieniu. I nie ma znaczenia czy jest to sportugalizowany Chińczyk w 18 wieku czy polski bankier z początku 21go wysługujący się „globalnemu kapitałowi” czy też polski ekonomista reformujący naszą gospodarkę pod dyktat kolegów w z USA. Skoro czerpią korzyści (pieniądze, władze, prestiż) z promowania cudzego systemu wewnątrz własnej ekonomii/rynku, czego można się po nich spodziewać? Że będą dbać o nasze banki, polskich udziałowców polskich spółek, pracowników tracących etaty, zachowanie kontroli państwa nad strategicznymi branżami, obywateli tracących oszczędności? Oczywiście, że nie. Równocześnie będą ostrzegali przed opodatkowaniem ich własnej działalności, skowycząc, że bez nich świat nie ma racji bytu, będą ostrzegali przed „nadmierną kontrolą” ich poczynań, nie chcąc by ludzie poznali prawdę o ich działaniach, oraz domagać się będą prawa samoregulacji, czyli szansy by, jak szefowie mafii, spotykali się w zaciszu i ustalali, co jest OK, a co nie (z ich własnej perspektywy, czyli finanzizmu).

A gdy system będzie się walił po raz kolejny, oni już dawno będą mieli swoje bogactwo na innym koncie, w innej walucie lub w innej, nieopodatkowanej formie. A potem, jak debile którymi są, przyjdą z wyciągniętą łapą po więcej (naszej) kasy, w przekonaniu, że bez nich świata nie ma. Zapominają, że nic nie jest wieczne, a samonakręcający się finansowy Matriks doprowadzi niedługo do odłączenia realnej od debilnej (finansowej) ekonomii. Islandia pokazała, że można banksterów pogonić.

W Polsce to nie nastąpi, bo przecież są oni liderami ekonomii, banków, a od niedawna kapitanami desantowca PO. Nie nastąpi… PÓki co.

Call me Lecter, Hannibal Lecter

James Bond just kills people and beds beautiful women. Hannibal does all that and somewhere, when he has the time, he eats them, arranges them in beautiful formations or helps us admire how blood can enchantingly squirt from a severed artery across a clean white wall.

And, I do mean the TV series, now in its 3rd season, although the movies are cool too.

Long time ago, I came across Manhunter Red Dragon (not the pathetic remake “Red Dragon”), which introduced me to the word of killing people for fun, and Hannibal (at the time played by some other British actor), enjoying himself. Then Silence of the Lambs with Agent Claricccccccccccce Sssssssssssterling and the bottle of Chianti. And a few days ago, I finally found time to watch Hannibal Rising, which I loved, for the death, the illustration of pain turning into psychosis and of course Lin Gond (sexier Joan Chen) with Samurai swords. God created Ms. Gond to wield a sword and do terrible things to men. Weird timing, as just before that scary movie, I did a marathon re-run of the first 2 seasons of Hannibal, with the awesome Mads Mikkelsen (look for his other movies!).

We all KNOW who Lecter is, as Thomas Harris has created a movie super (anti)hero that anyone with a TV has been exposed to. But, the TV show takes us deeper. This is the phenomenon of last 15 years – good actors run from cinema movies and get involved in TV series. Why? Whatever a director can fit into 90 minutes for a cinema, can be deepend, enhanced, developed, accentuated, built-upon in a series of 5-6-7 seasons, each having 22 episodes, each episode lasting 46 minutes. TV series’ beat movies each time. They make us feel at home…

Hannibal kills. But he makes it look soooooo nice. Never before have you watched a movie or a TV show, seen the beginning where a single individual does his shopping, work, sports and YOU know that he is soon to meet Dr. Lecter. And, as the creators of the show intended, you KNOW what Lecter does. So, unlike CSI, when you expect murder, you watch Hannibal and enjoy the ripening of the… meat. Is the “Meat” training (for good meat taste)? Is the meat working (smart meat)? Is the meat scared (fear releases hormones that SPOIL the meat). Hannibal likes music, he loves his food, he appreciates beauty, he listens to opera, he can scare psychologists and confuse forensic detectives. In the meantime, he finds new meat (victims), plays with them, kills them, leaves some meat in the refrigerator and….
– Throws a lavish dinner for his stratospheric-society friends;
– Arranges whatever is left of the victim(s) in to aesthetically appreciable forms;

In the meantime, he is able to find other sociopaths and, have fun with them, by warning them of impending FBI investigations, FBI raids or… he simply talks to them about the aesthetical consequences of their work. Why dump a body in a river, when you can glue the body in a funny way to a ceiling?

Simultaneously, the TV series Hannibal plays with the FBI by providing them with forensic advice about (other) sociopaths, advises them on cases of incarcerated psycho inmates (including one unlucky FBI consultant) and, best of all, invites the FBI geniuses to dinners during which he serves many amazing dishes containing meat.
Hannibal scares you, makes you think of becoming HIM and also, instils the desperate, immediate need to become a vegetarian.
Unless, you appreciate the dialogue from episode 1 series 3, when Hannibal talks to a kidnapped (other) sociopath:
Other sociopath being eaten: Cannibalism was common among our ancestors. The common link between us and the apes was missing, only because we ate him.
Lecter: This isn’t cannibalism Abel. Cannibalism only happens when we are equals.
Other sociopath: This is only cannibalism if you eat… ME.

Throughout, we are shown taste, class, gene se qua, gravitas, and all the other cultural qualities that any well-bred member of the social elite can exhibit. Lecter enjoys beauty, music, opera, quality, food, tastes, smells, pheromones, emotions (of others), and the overall life experience.

The movies made Lecter cool. The TV series makes him a role model. But can our society survive such examples of sociopathic perfection?

Lecter, as created by Harris, is the guy that you can identify with. Got frustration at work? spend a day imagining your bosses eviscerated on fishing rope, some metal hooks and a good S&M cage. Annoyed with your office neighbour? Take him “to lunch”, where you serve him/her with their own leg, well-baked in thyne, wine, with some basil thrown in. Never got paid by the boss of your collapsing company (while he, the Boss, continues to drive the Ferrari)? Do a garden BBQ, where the “meat” is fresh, really fresh, recently “off-the-bone” and juicy, moist, tasty, “as if it came of the cow a few minutes ago”. If only the “cow” appreciated the guest comments, while it (the “cow”) hangs in your garage, bleeding, crying, trying to call its mother…

Doctor Lecter, you received a trully USEFUL education 🙂