Zmiany właścicieli polskich uczelni

Zapaść naborów oraz wysychanie źródeł pieniędzy powoli zmieniają krajobraz polskiego szkolnictwa wyższego. Nie da się wyrwać mamony od studentów, firmy obcięły prawie do zera budżety szkoleniowe, klienci nie walą na studia podyplomowe ani MBA, nawet wodospad unijny powoli wysycha przerzucając się coraz bardziej na finansowanie prawdziwej nauki a nie dawanie głupawej kasy na głupawe „rozwijanie uczelni”. No i nawet nasze Ministerstwo zmądrzało i daje podobnie kasę na badania. I nagle wśród 360 (cirka) prywatnych „uczelni” pojawił się rekin finansowy, szukający słabszych organizmów, tych ogłupiałych, zbyt pewnych siebie. Tych over-extended (przeinwestowanych, z nadmiarem kierunków, kadry). No, może nie jeden rekin ale kilkanaście spasionych ryb, które dorobiły się na czymś innym a teraz szukają uczelni na sprzedaż by… (wstaw tutaj dowolne wytłumaczenie psychoanalityczne).
.
Czytacze ustaw zaraz wykrzykną, że nie ma w Polsce uczelni prywatnych, są tylko „niepaństwowe”, czyli takie dziwne instytucje na wzór fundacji, z których nie można czerpać korzyści a (podobno) całość nadwyżek („zysków”, heheheh) jest przekazywana na działalność statutową, by nie płacić CITu. Uczelnie założyć może osoba prywatna (czyli jednak mogą być właściciele!), organizacja lub instytucja. Bardzo często uczelnie zakładały stowarzyszenia i fundacje, najczęściej założone wyłącznie „pod uczelnie” (wśród Was forensic accountants, muszą się budzić ciekawe myśli…).
.
I ta osoba, instytucja, fundacja, stowarzyszenie może zostać sprzedana, tzn., odstąpić swoje prawa założycielskie komuś innemu. Odstąpić można nawet fundacje, zmieniając jej zarząd na uległy wobec nowego właściciela, lub… pozbywając się jej i zamieniając na cos innego. Wystarczy powiadomisz „właściwego” ministra o zmianie.
.
Nic nie mam do kupna i sprzedaży, nie zazdroszczę kasy wziętej przez sprzedającego (opodatkowanej lub nie). Martwi mnie tylko motywacja kupujących, najczęściej biorących we władanie kiepskie uczelnie, które wg. Darwina powinny upaść. Po 20 latach kapitalizmu nadchodzi Wielka Czysta, podczas której tysiące polskich firm i firemek padnie na pysk w obliczu ewolucji rynku, zmian upodobań konsumentów i globalnej konkurencji. Wiele z nich ma znane nazwiska w nazwie, a właściciele innych często gościli w gazetach i TV jako „liderzy tego lub owego” i sami się nagradzali za (dawną) świetność. Szkoły też będą padać, nawet te wykupione przez nowych inwestorów, myślących, że oni maja „Złotą Myśl” i im jedynym się uda. Nie ma szans by nasze społeczeństwo utrzymało popytem na edukację 360 prywatnych uczelni, często w dziwnych miejscach.
.
Uwagi:
– zmiany właścicielskie następują raczej potajemnie, a klienci i szersze środowisko interesariuszy mogą nie być świadomi słabości danej instytucji i związanych z nią zagrożeń;
– jaka jest motywacja nowych właścicieli (rozwój wymagający doinwestowania, szabrowanie resztek majątku – asset stripping, ideologia, itd.)?
– czy nowi właściciele zapewnią rozwój i zmianę/poprawę jakości?
.
I na koniec pytanie: czy uczelnie nie powinny być przekazywane za symboliczną złotówkę, by całość przeznaczonych (tylko na zakup) funduszy mogła zostać wsadzona w rozwój i reformy? SWPS zmieniło właściciela za ponad 80mln! Ale ta kasa poszła do rak grupy założycielskiej, czyli kliki profesorkiej.
Gdyby uczelnie miały być biznesem który można sprzedać za miliony, to może Skarbówka powinna wyliczyć im 10+ lat zaległego CITu i DOPIERO dowalić byłemu „właścicielowi” PITem (podatkiem: Personal Income Tax; a nie druczkiem ;p)?
.
Najśmieszniejsze jest to, że od kilku lat odradzam zachodnim inwestorom myślenia o kupowaniu polskich uczelni. Wiem, jak trudno byłoby zintegrować zachodnie organizacje z ich racjonalnością, z polską instytucją opartą na barejowskich regułach.


Comments

  1. Az sobie to sarwpdzilem srednia wieku w ktorym polscy naukowcy uzyskuja stopien doktora habilitowanego to 47 lat. I to, tak po ludzku, uzasadnia dlaczego o pokolenie co najmniej starszy, samodzielny pracownik naukowy zrobi wszystko zeby nie musial zanadto konkurowac z 30 letnim lub mlodszym kolega gdy ktos przez cale lata(kilkanascie!) placil frycowe, i wreszcie sie dochrapal z cala pewnoscia nie bedzie zainteresowany koniecznoscia okresowej weryfikacji swojej pozycji, chocby w postaci kontraktow terminowych.30% podatek od grantow to nie dosc ze rozboj w bialy dzien to silny demotywator ktory smialo moze spowodowac ze wielu w ogole przestanie sie o nie starac:(To co piszesz jesli powiazac z odchodzeniem pracownikow naukowych do mniejszych, nastawionych glownie badz wylacznie na dydaktyke, osrodkow tworzy obraz mocno niepokojacy:/Zwlaszcza ze nie widac mozliwosci wybrniecia z tego zakletego kola. Dla mnie prywatnie znak zebyjeszcze wiecej oszczedzac na edukacje dziecka poza granicami kraju:)

  2. Sam mam swoje doswiadczenia z umzalnieci wyzszymi niedlugo czeka mnie obrona mojego doktoratu, tyle ze za granica (wybralem Skandynawie) prawde mowiac gdybym po magisterce pozostal w Polsce to pewnie nawet nie rozwazalbym takiej mozliwosci szkoda by mi bylo zdrowia i nerwow.Dosc powiedziec ze roznice miedzy systemami sa wrecz kolosalne. Np. system grantow: jesli mlody naukowiec otrzyma grant z tzw. Graduate Schol’, to uczelnia ma obowiazek jeszcze do niego doplacic, a takze pokrywa koszty publikacji (oplaty konferencyjne, koszty podrozy itd.).Co do demokratyzacji uczelni wiekszosc cial decyzyjnych sklada sie w roznych proporcjach z profesorow, pracownikow naukowych nie bedacych profesorami (czyli przede wszystkim doktorow i doktorantow) oraz studentow (np. dla rady wydzialowej proporcje to 7:4:4, rada uczelni to 5:5:2); oczywiscie kazda grupa wybiera swoich reprezentantow. Juz kilkukrotnie bralem udzial w takich wyborach, glosuja prawie wszyscy upowaznieni. Glosowanie trwa przez kilka dni i glos oddaje sie w tym samym systemie online w ktorym sa zapisy na kursy, czy rejestracja ocen (wszystko zintegrowane w intranecie).Bardzo silna organizacja jest tu tzw Student Union to wlasnie on (a nie uczelnia) wydaje legitymacje studenckie, na podstawie ktorych sa np znizki komunikacyjne, ulgowe obiady czy ubezpieczenie zdrowotne. Student Union ma przedstawicieli w zarzadzie domow akademickich, jest wspolwlascicielem firmy obslugujacej restauracje studenckie, wysyla delegatow do rad wydzialowych itp. Oczywiscie sklad rady Student Union jest wybierany przez studentow i sposrod studentow (rada z kolei mianuje zarzad, ktory podejmuje biezace decyzje).Szkoda ze te reforma dalej brnie sie w Polsce w zlym kierunku tym bardziej ze w niedlugim czasie polskie uczelnie beda sie musialy zmierzyc z nizem demograficznym. Jak na razie nawet najlepsze z nich w porownaniu z standardem na swiecie to prowincja i niewykorzystany potencjalps. na mojej ostatniej konferencji naukowej spotkalem 5-ciu Polakow doktorantow zaden z nich nie studiuje w Polsce.

Leave a Reply

Your email address will not be published / Required fields are marked *