Samocytowanie, czyli pompowanie pseudo-wyników

Całkiem wiarygodna instytucja międzynarodowa, QS Intelligence Unit, produkująca szanowany QS University World ranking, coraz bardziej pogłębia i poszerza sposób badania rankowanych uczelni. Ponieważ w tym rankingu znajdują się i polskie uczelnie (można je zgłosić samemu, więc pewnie jacyś marketingowcy to robią), to było wyłącznie kwestia czasu aż polskie realia pozwolą nam „zaistnieć” (oczywiscie w negatywnym znaczeniu tego słowa).
.
Spece z QS postarali się znaleźć wszelkie „myki” służące sztucznemu windowaniu pozycji uczelni w rankingu (a więc kantowaniu systemu QS). Jedną z możliwości jest samo-cytowanie (auto-cytacja, self-citation), czyli cytowanie przez autora swoich własnych prac, by znalazly się one wyżej w indeksach cytowań. Jak zauważyli w QS, samo-cytacje mają prawo istnieć w przypadku autorów o ogromnych osiągnięciach: tych co napisali najważniejsze podręczniki, przełomowe artykuły czy unikalne case-y. Inni autorzy, mniej znani lub nie znani, kreatywnie poprawiają swoje wyniki, sugerując zwiększoną wagę swoich osiągnięć (creative engineering of citation results) poprzez zwiększenie ilości cytowań – samocytowanie.
.
Analitykom z QS wyszlo pięć instytucji w których najczęściej dokonywano autocytacji, do tego stopnia, ze stopień publikowania ich pracowników był dramatycznie wyższy niż w rzeczywistości. Oczywiście wszystkie piec z dawnego „bloku wschodniego” (w tym Lomonosov) oraz nasza Politechnika Warszawska. Tym razem złapano tylko jedna uczelnię z naszego Wielkiego Kraju, ale każdy kto zna branżę, wie jak dużo tego typu zagrywek się stosuje. Nikt nie sprawdza czy pozycje z bibliografii są bezpośrednio powiązane z treścią artykułu lub książki, więc wsadzać można więcej niż jest niezbędne lub z czego się na prawdę korzystało.
.
Jedno jest pewne – gdyby w Polsce byli prawdziwi specjaliści, liderzy dziedzin, to:
a. Mogliby się samocytować do woli;
b. Ale NIE musieliby się samocytować;
c. Ponieważ cały świat by ich często cytował (tam się szanuje liderów), dzięki czemu byliby w rankingach światowych cytacji bez zbędnego samopompowania.
.
Nie słyszałem o noblistach z politechniki, ani o druzgoczących świat wynalazkach z ich laboratoriów, więc może spece z QS mieli rację, redukując cytowalność geniuszy z PW, karząc jednostkę za naukową inflację wyników, o których świat nie słyszał, a które najprawdopodobniej służyły uzyskiwaniu awansów pracowników PW dzięki przekraczaniu wskaźników publikowania/cytowań.
.
GDYBY, gdyby, gdyby istniał w Polsce system cytacji (cyfrowa baza), może udałoby się ukrócić te pseudonaukowe przekręty. Dziwnym trafem systemu nie ma – czy nie potrafimy go stworzyć, czy też byłby on nie na rękę wielu „liderom” i „gwiazdom”? W końcu, cyfrowa baza danych to obiektywna weryfikacja. Ciekawe ile plagiatów by wyszło?????
A gdyby ta baza miała cale artykuły i algorytm porównujący pisownie (jak w plagiat.pl), ale by publikacji musiano wycofać, wcześniej pisanych dzięki „kopiuj+wklej paragraf stąd, kopiuj+wklej paragraf stamtąd” a tematem zmienionym poprzez dodanie „wybrane zagadnienia”??????

2 thoughts on “Samocytowanie, czyli pompowanie pseudo-wyników

  1. WoK/WoS eliminuje autocytowania. Większym problemem i w dodatku bardzo trudnym do wyeliminowania są “spółdzielnie cytowań” obficie występujące także na Zachodzie. Wśród autorów danej dziedziny tworzą się zamknięte podgrupy cytowań, a można to zobaczyć choćby podłączając wyniki kwerendy WoK/WoS do TextDataMinera np. Statistica.

    1. u nas tez te uklady sa – ile razy bylem swiadkiem dogadywania cytowan by wyrobic komus minimum do awansu.
      Ale, sluszna uwaga. Wazne by systemy eliminowaly takie zachowania.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *