Ekstremalne reklamowanie miasta

Czy kojarzy ktoś fajne, kreatywne i do-zapamiętania reklamy-nie-reklamy polskich miast?
Pytam, ponieważ widzę takie przedsięwzięcia wszędzie na świecie:
– zrobiłem sobie maraton filmików samochodowych, typu motokiller.pl, i nieustająco trafiałem na pięknie zmontowane kompilacje rajdów po miastach na zamkniętych (przez władzę) ulicach.
– pamięta ktoś „28 days later”? Bohater budzi się w pustym szpitalu i wychodzi, ciągnąc kabel od kroplówki, na ulice opustoszałego Londynu, nie wiedząc, że cala Anglia padła ofiarą zombi. Było to wtedy rekordowe ujęcia, analizowane przez speców od filmu na całym świecie, zrobione przy współpracy władz Londynu oraz wykorzystując najdłuższy dzień w roku (kilkadziesiąt ekip kręciło ujęcia „pustego” Londynu o 4:13 rano, gdy ledwo wzeszło słońce, a 99.9% londyńczyków jeszcze spała).
– zawsze robiło na mnie wrażenie świadomość medialna NYC, ukochanego miasta wielu filmowców, utrzymującego od lat specjalne biuro „współpracy z filmowcami”: Office of Film, Theatre & Broadcasting

Jak to jest u nas, w smutnej i niekreatywnej Polsce? Czy mamy miasta posiadające działy marketingu, w których pracują utalentowani wizjonerzy? Nie pytam o jednostki, w których zatrudnione są pocioty i kumple królika, wydający samorządowe pieniądze. Chciałbym zobaczyć te wyjątkowe, zdolne wypracować unikalny Brand, i to nie tylko w pojęciu masowym ale i niszowym.

marketing_miast - Copy

Czy jest miasto, w którym, dzięki woli prezydenta i samorządu można:
– zorganizować nocne rajdy samochodowe i motocyklowe po zamkniętych ulicach i dobrze je sfilmować?
– wykorzystać puste lotniska lub tereny post-industrialne do zawodów motocrossowych i je dobrze sfilmować?
– dać wolna rękę jamakazi (biegaczom freestyle) by swoim szaleństwem pokazali piękno i architekturę budowlaną;
– wypuścić ludzi od MTB by jeździli po stadionach, schodach, budynkach;

Dzisiejsze pokolenie to nie masówka dostępna po jednej masowej i przeciętnej kampanii reklamowej ale dziesiątki dobrze stargetowanych podgrup. Kilkadziesiąt mniejszych kampanii, opartych o pasje członków subkultur, może pozytywnie wpłynąć na światowe postrzeganie danego miasta.

Czy nie ma marketingowców zdolnych:
– spenetrować lokalne (swoje) subkultury i ich niszowe hobby;
– rozpracować podobne nisze na świecie;
– wypracować kampanie dojścia do owych subkultur;
– oraz wypracować strategię „miasta X, nietypowego, ciekawego, gdzie ciągle się coś dzieje”

Na koniec: krew mnie zalewa, że tylko „ojciec Mateusz” i jego Sandomierz, są polskimi przykładami „film + klimat + przygoda + lokalizacja = pożądane miasto”


Leave a Reply

Your email address will not be published / Required fields are marked *