Narodowe partie polityczne – precz od samorządów!

Czy zastanawiał sie ktoś po co narodowe partie polityczne biorą udział w lokalnych wyborach samorządowych? Słucham wiecznych biadoleń i wzajemnych oskarżeń lokalnych kacyków, obwiniających wrogów o podkładanie świn i min, zbieranie haków, glosowanie wspak i ogólne wieczne bycie przeciw. Prawie wszystkie te ludziki mikro-polityczne poczuwają się do członkostwa w ogólnonarodowych ugrupowaniach politycznych i to według ideologii napędzającej owe makropolityczne pociągi do nikąd, patrzą na świat miast, miasteczek i gmin.

Dlaczego duże partie narodowe chcą mieć reprezentacje w samorządach? Przecież nie ma szans by ich narodowi liderzy wiedzieli o tym, co się dzieje w tym lub tamtym mieście? Nie ma tez szans by (gdybyśmy byli logicznym krajem) podporządkować funkcjonowanie miasta ogólnonarodowym ideologiom, bo wtedy w niektórych miastach byłaby aborcja i zburzone kościoły, w innych dziki kapitalizm a jeszcze innych codzienne pochody z księdzem, a przecież ludzie ze wszystkich stron politycznych mieszkają obok siebie, blok w blok, mieszkanie w mieszkanie.

Jeżeli narodowe partie chcą mieć wpływ na to co się dzieje “poniżej”, to mają go: kontrolując i kierując przepływem wydatków państwowych. Ja WIEM, że chodzi im też o władzę i stanowiska dla kumotrów, ale to już jest nielogiczne (wręcz szkodliwe) z perspektywy interesu i dobrobytu lokalnej społeczności. Wiecie o czym piszę – w każdym mieście widać samorządowych bohaterów S.Barei piastujących stanowiska dla samego ich piastowania i zarabiania kasy a nie skutecznej działalności na rzecz ludzi. Ale, te cwaniaki wyłażą z klucza partyjnego, mając za nic prawdziwe interesy społeczności.

W codziennym zarządzaniu lokalną gospodarką i społecznością, nie powinno być miejsca na podziały w skali ogólnonarodowej, ponieważ odwraca ona uwagę (może celowo?) od ważniejszych podziałów dotyczących alternatywnych wizji rozwoju lokalnego (czy turystyka, nowe technologie, stary przemysł, a może nierentowne lotnisko?) oraz (pewna pewność!) od niekompetencji sprawujących władzę („nie jestem niekompetentnym debilem tylko opozycja nie daje mi nic zrobić”). Przecież narodowe partie nie mają rozwiązań (ani teorii ani nawet marzeń) dotyczących tego co trzeba zrobić w mieście A, G lub Z. Bo one od tego nie są… Fakt, nie mają tez pomysłów na zarządzanie państwem, poza budową pomników i fundowaniu klerowi wakacji…

Podobała mi się szczerość jednego kandydata do Sejmu z mojej okolicy, który pokazał wyborcom o co w tym systemie chodzi – zapytany co zrobi dla miasta (mającego go wybrać, pomimo przywiezienia gościa w walizce), odpowiedział: „Nic dla was nie zrobię, bo ja jadę do Warszawy rządzić krajem a nie reprezentować lokalne interesy”. I chyba jeszcze dorzucił coś o tym by to właśnie samorządowcy reprezentowali lokalne interesy i dbali o obywateli. A ci sklinczowali się POPiSowo dawno temu i g.. robią.

Dlatego przyklaskuję ruchom oddolnym, koncentrującym się na „rozwoju miasta X” i zbieraniu nie-partyjnych członków zainteresowanych poprawą życia swego i sąsiadów, bez względu na głupotę ich (sąsiadów) lojalności politycznej do tego czy tamtego niekompetentnego ale krzykliwego kacyka. Ale chciałbym by ktoś usprawnił system samorządowy, uniemożliwiając kandydatom na samorządowców zbieranie się w lojalkach narodowych. Bo aktualne polskie partjo-sekty toczą ze sobą wojnę do upadłego, nie szczędząc przegranych (powyborcze czystki) oraz na każdym poziomie. A tracimy na tym my, mieszkańcy miast i miasteczek.


Leave a Reply

Your email address will not be published / Required fields are marked *