Supermeni od wszystkiego

Przed laty było sie specem od jednej rzeczy: kucharze kucharzyli, dziennikarze pisali, pisarze publikowali, sportowcy się pocili a modelki były… głupie.
.
Dzisiaj, rozglądam się po świecie i Internecie, i widzę prawdziwych tytanów od wszystkiego. Supermeni od wszystkiego. Zastanawiam się wtedy, CO SIĘ STAŁO na tej planecie, że wyłącznie mały odsetek ludzi potrafi zrobić, zdziałać, wymyśleć, wypromować wszystko i nic (cokolwiek), zaś reszta, jakieś 99,999999% rabotaje w fabrykach i firmach i instytucjach obserwując nasze nowoczesne tytany wszech-działań i zazdroszcząc im kasy…
.
Jak to jest, że byle człowieczek znający się na jednej rzeczy nagle zaczyna gwiazdorzyć w kilku lub kilkunastu? Znany rowerzysta sprzedaje deski surfingowe, muzyk ma czasopismo, a modelka pachnie na nowo, reklamuje nowe (“swoje”) rajstopy co zapobiegają porwaniom przez UFO i przykłada się do produkcji butów? Każdy, kto minimalnie zaistniał, nagle rozpościera skrzydła i staje się potentatem kilku lub kilkunastu branż? Znacie przecież raperów, co nie potrafili sklecić zdań, by zaraz potem mieć markę mody, studio muzyczne i firmę produkującą cudze rzępolenie, zaraz potem smród spod ich pachy znajduje się w butelkach a podarte Nike’i stają się hitem sezonu, i to nie w więzieniach o zaostrzonym rygorze, ale na ulicach Warszawy, Moskwy czy Pekinu? Należy też wspomnieć piosenkarki, mniej lub bardziej utalentowane, śmierdzące nam z butelek, pozwalające byśmy ubierali się w ich „projekty” lub czesali się na wzór skłębionych kudłow pod ich pachą.
.
Pytanie jest proste. No dobra, trochę pokręcone…
Czy:
a. Myśmy wszyscy zdebilnieli i dramatyczna większość nie ma żadnych talentów, wizji, misji, pomysłów?
b. Oni są taki superosobnikami, że potrafią wszystko zaś zdrapana skora z ich pięt to prawdziwa formuła norweska?
c. Owe gwiazdy stały się produktem, takim samym jak te gówna co nam wciskają, a prawo marketingu mówi nam, że jak się ma jedno gówno na rynku i ludzie je kupują, to pochodne gówna sprzedadzą się tak samo dobrze?
.
Czy spece od marketingu mają nas za aż takich idiotów? A może zmielone włosy Brittney, posolone przez P-Diddy i zmoczone potem przez Shaqua oraz przechowane w lodowce Lady Baby są aż takim afrodyzjakiem by płacić za nie więcej niż za rozkosz kolumbijską?
.
A może to jednak myśmy zwariowali, nie mając niczego ciekawego, zadowalającego, pozytywnego i mile emocjonującego w życiu, przez co musimy się pocieszać półproduktami i pochodnymi funkcji życiowych skurwionych gwiazd i gwiazdeczek?


Comments

  1. Ale cięty język

Leave a Reply

Your email address will not be published / Required fields are marked *