Weterani wojenni – nasz wspólny problem [repost]

Oryginał ukazał sie w 2011, ale pochłoneła go Amba serwerowa…

Obserwując śmieszne ambicje mocarstwowe naszych politykierów, trudno nie zauważyć kolejnego wątku niekompetencji naszego państwa, jego instytucji i systemów.

Nasze proamerykańskie polityczne zwierzątka z wielką lubością wplątują nas w coraz to kolejny konflikt wojskowy na terenach gdzie polska racja stanu ma takie znaczenie jak moje pragnienie rządzenia Libią. Wysyłamy tysiące żołnierzy, tysiące ton sprzętu, a nawet okazjonalnie wywiosłujemy jakiś nasz „okręt”, czyli kupę złomu oddaną nam, bo było taniej niż zezłomować (za dawnych czasów to się nazywało „celem treningowym artylerii morskiej”). Nasi politycy lekką ręką wydają miliardy z naszych podatków na zabijanie ludzi którzy nam nic nie zrobili, w krajach gdzie nawet polskie biura turystyczne nie wyślą różowych Barbie ani łysych w klapach. Marnują miliardy które powinny zostać wpompowane w szkolnictwo, zdrowie, postęp technologiczny, i robią to bez podania nam jakichkolwiek spójnych teorii, modeli geopolitycznych, poza Chicagowsko-Jackowskim uwielbieniem hamerykanów i ich imperialnej polityki służącej wyłącznie zachowaniu cen ropy na hamerykańskich stacjach benzynowych by się grubasy nie wsciekały. Brakuje mi ciekawego modelu/uzasadnienia nad którym mógłbym posiedzieć i pomysleć.

Nasi żołnierze giną, bo takie są prawa natury i rachunku prawdopodobieństwa w przypadku gradu pocisków lecących ku głowie z prędkością 1100m/s lub eksplozji IED rozprężającej się z prędkością 3000m/s. Co jakiś czas zjeżdża do kraju kolejna owinięta flagą trumna a politykierzy, z charakterystyczną sobie obłudą, gadają pierdoly i rzucają slogany godne kreskówek z gumy Donald. Rodziny dostają żałosne ubezpieczenia, bo ich synowie nie lecieli w pijackiej CASAie ani nie wybierali się niepotrzebnie do Smoleńska.
Niemniej, zwłoki mają to do siebie, ze są binarne: jak ich nie ma to nie ma problemu a oddychające pre-zwłoki płacą podatki, ZUS, itp. Zwłoki-zwłoki to krótkoterminowy problem który ma to do siebie, że szybko gnije, przykryty płytą kamienną na cmentarzu. A wiec problem jest krótki jak zajawka w TVN24: trumna+flaga, powitanie, peany, do ziemi, wypłata, zapominamy.

Jako pasjonat historii, musza zadać pytanie: czy jesteśmy jako państwo gotowi na „żywe konsekwencje” wojen w których się udzielamy? Co dzieje się w Polsce z weteranami?
Ciekawi mnie z kilku powodów:
– Powracający do USA bohaterowie z II wojny światowej, a nawet Korei, byli witani jak wybawcy a państwo miało możliwość pomoc mi zakalimatyzowac się ponownie do życia;
– W przypadku wojny w Wietnamie już tak nie było i powracający byli wypychani ze środowiska z którego wyjechali a ranni trafiali w system żałosnej pomocy medycznej. W sumie, ogromna liczba trafiła na ulice i do „ruchów alternatywnych” (włącznie z zakładaniem większości gangów motocyklowych które działają do dziś);
– Żadne państwo nie uznaje „Gulf War Syndrome”, gdyż wtedy musiałoby wydać miliardy na leczenie i odszkodowania dla ludzi których to samo państwo wysłało do Iraku(1) bez odpowiedniego przygotowania;
– Anglia po Iraku i Afganistanie ma nowy problem: w mediach padło niedawno przerażające stwierdzenie: „w dowolnym brytyjskim mięście jesteś nie dalej niż 100 metrów od bezdomnego weterana”;
– Niedawno czytałem straszny artykuł o zmianie obrażeń wynoszonych z nowych konfliktów: o roli fali uderzeniowej w tworzeniu zmian mózgu, które nie są diagnozowane bo dotyczą tych co przeżyli wybuch, nie mają ran (widocznych) a nikt się nie interesuje długoterminowymi efektami wstrząsów na umysł i mózg jako komputer sterujący ciałem.
Wielkie, zaawansowane, bogate kraje nie dają sobie rady z weteranami: ich ilością, zróżnicowaniem i srogością ich problemów medycznych, problemami psychicznymi, rozpadem rodzin, przestępczością.

24713_rot

I jak da sobie rade nasze malutkie państewko z politykami którzy nawet nie potrafią autostrady zbudować, biurokratami zatrudnianymi przez pociotów i lekarzami którzy pracują na 16 etatach? Czy nas tez czeka rosnąca grupa wyrzutków społecznych, opętanych demonami wojny, cierpiących na drogie w leczeniu schorzenia, których wyrzekli się wszyscy?
Jeszcze nam tego brakowało, by do naszych mafii wstępowali weterani, znający się na zaawansowanej broni, nie bojący się gradu pocisków i umiejący zabić przy pomocy plastikowej łyżeczki. Malo nam było w czasach gdy ex-antyterrorysci szkolili gangsterów za kasę, lub ex-komandosi wspierali jedne i drugie mafie w ich lokalnych wojenkach?

Oczywiście, ten problem zajmie parę lat, a wtedy żaden z aktualnych decydentów nie będzie już przy żłobie. Ale może weterani zapamiętają tych co ich wysłali do piekła i za parę lat przypomną o sobie pod domem tego czy owego? Jak im pikieta nie wyjdzie to niech przynajmniej felgi zabiorą — i tak będą kupione z naszych podatków.

Zobaczmy jaki efekt odniesie najnowsza próba uregulowania tych kwestii podjęta przez polski rzad. Tutaj jest informacja ze Stowarzyszenia Rannych i Poszkodowanych w Misjach poza granicami kraju.

W 2012 pojawił się pierwszy glosny medialnie case

and a little moment from my favourite band

Afera podsłuchowa – afera w aferze

Posypał się rządzik. Poleciały głowy. Padli liderzy. Zawaliła się władza. Rozwalono układ. Zostawmy na poboczu kwestie wojny politycznej wewnątrz Polski. Pobocze to dobre miejsce dla cwaniaków, których nagrano.

Interesuje mnie bardziej sprawa technologiczno-szpiegowska.
Bywam w restauracjach, gdzie spotykają się poważni ludzie. Bardzo poważni. Niektórzy moi studenci pracują w podobnych miejscach. Podczas zajęć (np. na Strategic Information Systems) czasami poruszamy tematy typu „Sowy i przyjaciół”, i jakoś wszyscy mówimy o rzeczach dla nas oczywistych, ale dla polskich polityków i pracowników służb będących całkowitym zaskoczeniem.
Szef banku średniej klasy, prezes korporacji, pracownik służb lub wyższej rangi urzędnik (oczywiście nie w Polsce) nigdy nie pójdzie gadać o biznesach do knajpy niesprawdzonej, nieprześwietlonej, w której nie odbywają się regularne kontrole kontrwywiadowcze. Znam miejsca, gdzie są specjalne pomieszczenia do takich rozmów, zamykane na specjalne zamki, a wynajmowane bardzo wąskiej grupie ludzi. Niektórzy z moich studentów opowiadają, jak do restauracji, w których pracują, na 2-3 godziny do ważnego spotkania przyjeżdżają dwie ekipy zawodowców i sprawdzają pomieszczenie właśnie pod kątem podsłuchów. Potem obstawiają cala restaurację i nie wpuszczają nikogo. Ochrona biznesmenów się nie certoli, bo biorą za to pieniądze i odpowiadają przed pryncypałem za wszelkie wpadki.
Wszyscy wiedzą, że podsłuchuje się często, różnych i w różnych celach. Nagrywa się na bieżące potrzeby i nasz przyszłość, gdyż „haki” maja najczęściej długi żywot. Tym bardziej nagrywa się „wiodących” polityków średniej wielkości państwa. Gdzie ma się ich podsłuchiwać, jak nie w restauracjach, do których udają się owi „liderzy” by dogadywać sekretne i nieuczciwe układy, biznesy, handelki? Tym bardziej, że obcy szpiedzy maja łatwiejszy dostęp do restauracji niż do biur poselskich czy ministerialnych. Jakim debilem trzeba być, by uciekać z miejsca pracy w celu kręcenia sekretnych lodów i nie myśleć o tym, że nie są one tak sekretne jak można by pomyśleć? Czy myślenie typu „jesteśmy u władzy to nikt nas nie nagra” to myślenie normalnego człowieka? Ilu te pseudo-inteligenty mają wrogów? Lewica, prawica, dziadki z SB, wierzyciele z WSI (sorry, założyciele PO), Rosjanie, Amerykanie, Francuzi, Izraelczycy, Anglicy, Niemcy, itp. itp. itp.

Ten typ debilnego tumiwisizmu nie jest niczym nowym. Ileś lat temu do Sejmu wpuszczono francuską firmę, bo była tańsza w obsłudze restauracji. Czy jakiś debil nie zastanowił się DLACZEGO francuzi byli tańsi? Przecież deficyt zapewne pokrywał francuski wywiad. Inny debil udostępnił posłom telefony Blackberry, zbanowane w różnych krajach z obawy o dostęp amerykanów do wszelkich danych. Potem dali posłom IPADy, w których Apple skrywa swoje sekretne sztuczki.

A jeszcze POTEM, żaden debil nie pomyślał, by nie sadzać 96 ważnych osób w jeden samolot, bo staje się on wtedy łakomym celem lub sam głupi przypadek może doprowadzić do tragedii…

I jakoś nikt nigdy nie wylatuje z roboty, nie idzie siedzieć. Ten poziom niekompetencji jest tolerowany, ludzie awansują, mają się dobrze. No chyba, że jest to celowe, bo nowe, sprawne spec-służby utrudniłyby życie jakimś szemranym elitom z przeszłości?

Czy wszystkim tym oficerom wywiadu lub kontrwywiadu, BORowikom i innym muchomorkom, NIE WSTYD?

Przyjmując za prawdziwą teorię o Smoleńsku, że wydarzył się w wyniku tragicznego zbiegu niekompetencji wielu osób (od organizatorów, przez pułk lotnictwa, aż do pilotów i Błasika), a wszystko to odbyło się podczas „warty” PO, której to nie przeszkadzało, to można również pociągnąć owe rozumowanie dalej – PO dostało taśmami w dupę za swoją własną głupotę. Jak się człowiek lub partia nie uczy na błędach, to potem mają za swoje.

Czyż nie jest ciekawy zbieg czasowy – wybory, embargo na Rosję, konflikt z Unią, gdzie Polska ma główny głos anty-rosyjski oraz rozwalenie PO? A może WSI nie dostało zwrotu swojej inwestycji i dziękują swoim chłopcom z PO, szykując nowych kandydatów, na których też mają teczki?
A jeżeli nagrywali Rosjanie, którzy są u nas od zawsze, to ciekawe ile tych nagrań posiadają…
A to oznacza, że dopóki u władzy będą umoczeni w komunizm lub styropian, dopóty starzy szpiedzy będą na nich mieli haki, a w kraju nie będzie normalnie.

Finansizm, czyli władza psychopatycznych finansistów

Za zniszczenie globalnego system ekonomicznego bezspornie odpowiadają banskterzy i rożnej maści cwaniaki finansowe. Zawalili system a potem jeszcze okradli państwa i obywateli by załatać swoje deficyty. W większości krajów, nie udało się ich ukarać ani poddać kontroli. Zaprzepaścili tryliony, a teraz bezkarnie myślą, co jeszcze zrobić by zarobić naszym kosztem.

Dlaczego?
Od 30 lat nie mamy do czynienia z kapitalizmem produkcyjnym w Europie Zachodniej, tym wyśnionym celem, za którym gnają państwa post-komunistyczne. Kapitalizm to system, w którym bogactwo tworzy się poprzez produkcję dóbr i usług. Niestety, ten system już nie istnieje, ponieważ Zachód został zdominowany przez finansizm (częściej zwany finansializmem, ale lepiej brzmi krótsza nazwa, ponieważ bliższa jest innym skrajnym lewym/prawym „izmom”), w którym rynki finansowe żyją dla i służą wyłącznie samym sobie – celem ich istnienia jest tworzenie, sprzedaż i obrót aktywów finansowych, które nie służą finansowaniu realnej działalności kapitalistycznej, ale są obracane dla samych siebie i przez to istnieją, jako samodzielny, niezależny system ekonomiczny. Ów finansizm, to czysta chciwość transakcyjna, oparta o mit tworzenia wartości dla akcjonariuszy i to w krótkim okresie.
Oznacza to nacisk na bardzo krótki termin realizacji zobowiązań, co nie pozwala na planowanie strategiczne ani na długoterminowe inwestycje, analizę czynników i konsekwencji ekonomicznych – i nagle rozumiemy, dlaczego finansiści cieszą się z globalizacji, która daje im mierzalne natychmiastowe zyski, ale kosztem milionów lokalnych miejsc pracy. Finansiści nie dbają o sprawy makroekonomiczne, społeczne, ponieważ nie są one powiązane z ich chciwym Matriksem, niemniej ICH działania mają ogromny wpływ na świat rzeczywisty. Dominacja myślenia giełdowego to dominacja potrzeby generowania rezultatów w okresie kwartalnym, który z perspektywy potrzeb i wyzwań realnego biznesu jest okresem nijakim, najczęściej wymagającym znacznych poświeceń ze strony firmy, głownie w kontekście jej długoterminowego rozwoju (a może i przetrwania). Ale długi horyzont czasowy jest niepotrzebny finanzistom – gdy rozwalą firmę swoimi kwartalnymi wymaganiami, ONI mogą się przenieść i pasożytować na kolejnej, i kolejnej, nie dbając o pozostawione za sobą wraki dawniej prężnych organizacji, puste miasta, i bezrobotnych.

By móc grabić różne rynki, finansiści potrzebują globalizacji i błogosławieństwa deregulacji, jaką ona ze sobą niesie. Nagle można działać na różnych rynkach, nie dbając o nic poza zyskiem dla siebie i swoich (rozporoszonych, anonimowych) inwestorów. Otwarcie kolejnego kraju to otwarcie rynku, nie gotowego na konkurencję ze strony globalnych graczy, którzy szybko i sprawnie potrafią wejść, zdominować, objąć kontrolę nad tym, co ważne, a potem wyjąć, zabić, utopić. Potem oni, przenoszą się na kolejne łowisko. Raiderzy 21go wieku. I bezkarni, bo oni lub ich znajomkowie są u władzy w światowych organizacjach mówiących nam co mamy robić.

By otworzyć rynek, potrzebni są kompradorzy, czyli lokalni aktywiści, zaprzedani interesom zagranicznej siły (dobry przykład z historii to Chińczycy reprezentujący kompanie handlowe wewnątrz Chin, de facto sprzedający siebie Portugalczykom, Brytyjczykom i działający przeciwko własnemu narodowi). Ci ludzie zarabiają jako pośrednicy i, oczywiście, są stuprocentowo lojalni wobec swoich mocodawców, którzy z wdzięczności dają kompradorom majątki, trochę władzy a nawet pomagają wyjechać ze swojego kraiku gdzie indziej, tam gdzie kompradorzy mogą cieszyć się zarobioną kasą i nie obawiać odwetu.
Jest oczywiste, że komprador nigdy nie może zmienić poglądów, ponieważ zaprzeczyłby swojemu istnieniu. I nie ma znaczenia czy jest to sportugalizowany Chińczyk w 18 wieku czy polski bankier z początku 21go wysługujący się „globalnemu kapitałowi” czy też polski ekonomista reformujący naszą gospodarkę pod dyktat kolegów w z USA. Skoro czerpią korzyści (pieniądze, władze, prestiż) z promowania cudzego systemu wewnątrz własnej ekonomii/rynku, czego można się po nich spodziewać? Że będą dbać o nasze banki, polskich udziałowców polskich spółek, pracowników tracących etaty, zachowanie kontroli państwa nad strategicznymi branżami, obywateli tracących oszczędności? Oczywiście, że nie. Równocześnie będą ostrzegali przed opodatkowaniem ich własnej działalności, skowycząc, że bez nich świat nie ma racji bytu, będą ostrzegali przed „nadmierną kontrolą” ich poczynań, nie chcąc by ludzie poznali prawdę o ich działaniach, oraz domagać się będą prawa samoregulacji, czyli szansy by, jak szefowie mafii, spotykali się w zaciszu i ustalali, co jest OK, a co nie (z ich własnej perspektywy, czyli finanzizmu).

A gdy system będzie się walił po raz kolejny, oni już dawno będą mieli swoje bogactwo na innym koncie, w innej walucie lub w innej, nieopodatkowanej formie. A potem, jak debile którymi są, przyjdą z wyciągniętą łapą po więcej (naszej) kasy, w przekonaniu, że bez nich świata nie ma. Zapominają, że nic nie jest wieczne, a samonakręcający się finansowy Matriks doprowadzi niedługo do odłączenia realnej od debilnej (finansowej) ekonomii. Islandia pokazała, że można banksterów pogonić.

W Polsce to nie nastąpi, bo przecież są oni liderami ekonomii, banków, a od niedawna kapitanami desantowca PO. Nie nastąpi… PÓki co.

Elitarną Belką w łeb

Płacząc po przegranych wyborach, rożnej maści centrowi wodzowie, liderzy, specjaliści i autorytety wleźli w media i zaczęli obrażać wyborców, pouczać ich i prezentować butę godną władzy mającej zapędy raczej totalitarne.

Póki co, najciekawszy okazał się Marek Belka, który wydukał w „Kropce nad i”:
„Rozumiem niezadowolenie i wybór młodych Polaków. Nie zgadzam się z nimi, ale nie jestem oburzony. To, co się zdarzyło, oznacza danie nie żółtej, ale czerwonej kartki polskim elitom rządzącym od 25 lat. […] A jeszcze bardziej bym to rozumiał, gdybyście to zrobili przez głosowanie na ustabilizowane lewicowe i prawicowe partie opozycyjne, a nie głosując na komedianta.”

Po pierwsze, ciekawe jest oskarżenie „młodych Polaków” o przegraną PO, jakby wściekłość obywatelska ucinana był po 25 roku życia (potem każdy kocha tuskobus?). Poza tym, przecież PO ma być z założenia partią młodych, postępowych. Do urn poszły wszystkie grupy wiekowe, więc niezadowolenie rozeszło się raczej równomiernie po kraju, ponieważ gros obywateli nie korzysta z Polski PO tak, jak robi to pewien procent obywateli (administracja, służby mundurowe, rolnicy, rodziny władzy, przypięci do funduszy unijnych). U siwego Belki „młodość=głupocie”, i to tylko ludzie tacy jak on mogą decydować, kto jest głupi a kto nie. Belka ma tupet.

Po drugie, jak się starszy Pan nie zgadza to niech wyjedzie do Irlandii i zobaczy jak się żyje, a nie przez całe nie-komunistyczne życie (czyli po 1989, bo co robił przed to diabli i WSI tylko wiedzą) siedzieć na stołkach rządowych, mądrząc się i pouczając innych. Albo niech wróci do Albanii, której w czymś tam doradzał (kto słyszał o “sukcesach” Albanii, poza mafią i handlem ludzmi?). Przecież to on i jemu podobni sprzedali nasz system bankowy, zrobili nam neo-chicagowskie reformy, dają zarabiać bankierom a grabią nas, obywateli. Oburzony nie może być, bo to my jemu i jego kumotrom dziękujemy za ICH „osiągniecia”.

To, co mnie najbardziej drażni to dwie kolejne sprawy:
Po trzecie, czy nie denerwuje was miano „elity” przylepione jakimś gostkom trzymającym się stołków i nieodpuszczających nikogo nowego? Kto ich uczynił „elitą”? Intelektualnie uzdolnieni to oni nie są, bo ciągle próbują wdrażać cudze pomysły (prywatyzacja, niska inflacja, przyjęcie euro, banki są bez winy i muszą zawsze zarabiać, wysokie podatki służą zdrowiu firm a obywatel kocha kraj i płaci za obiady Radka, itp.). Gdyby byli inteligentni, to reszta świata by się czegoś od nas mogła nauczyć, a tak, kogo z naszych „liderów” czyta ktokolwiek poza RP? Szczęścia też nie mają, bo aktualny stan ekonomii kraju to raczej dzięki Unii i jej funduszom a nie ich zarzadzaniu naszym krajem. „Elitarny” status wynika raczej z kwestii czwartej…

Po czwarte, Belka sam przyznał, że on i jego kumotrzy trzymają się żłobu już trzecią dekadę. Zalatuje to trochę systemem totalitarnym, gdzie można głosować wyłącznie na jednego z zatwierdzonych i lojalnych kandydatów władzy (i nie ma znaczenia, z jakiej jest „opcji” skoro wszyscy są członkami Grupy Trzymającej Władzę). Dostajemy te same facjaty już 25 lat, a „politycy” zmieniają opcje jak tirówki wożone z autostrady na autostradę, dając nam iluzję wyboru. Popatrzcie na zdjęcia z przełomu – od tamtej pory ci sami goście są na szczycie. Kto ich tam wepchnął? Nie my. Czy można ich zdjąć? Czas najwyższy.

1422348363_h2nczy_600

Po obrazie milionów Polaków, Belka daje nam wytyczne, byśmy głosowali na ustabilizowane partie, czyli te, w których on ma kumpli od polowań, wódeczki, cygar, imprez, biznesów, przejmowania firm, udostępniania inwestycji obcym podmiotom, itp. Tych samych, wiecznie tych samych, spasionych, leniwych, aroganckich, głupawych, głośnych i obraźliwych ludzików, którzy zgotowali nam aktualną sytuację.

Już wiemy, dlaczego w polskim systemie wyborczym nie ma opcji „głosuję na nikogo”, bo wtedy wybory byłyby prawdziwym testem polityków i ich partyjek. A tak, głos sprzeciwu (do tej pory) był kanalizowany głosami „przeciw PiS” lub wyborcy nie szli do urn, bo, po co skoro startowali sami chciwi idioci?

To, co mnie najbardziej fascynuje to myśl, że „elyta rzondzonca nami od 25 lat” jest w 100% przesiąknięta komunizmem albo dowolnym totalitaryzmem. Starsi panowie i kilka starzejących się dam, za młodu siedzieli przed czarno-białymi telewizorami i nasiąkli Breżniewem, Gierkiem, Andropowem, Gorbaczowem, by dzisiaj wierzyć wyłącznie we własne prawo do rządzenia krajem (sorry, rzondzenia, by uszanować PO), negując wszelkie alternatywne poglądy, młodszych i tych innych, lepszych, myślących o dobrze narodu i kraju, niechcących kraść i mogących dotrzymać obietnic. W ich świecie głosować mamy prawo, póki głosujemy na nich, dając im mandat do dalszej władzy, przez co stajemy się obywatelami raz na 1461 dni, w pozostałe będąc jedynie podmiotami (przedmiotami) ich władzy.

A sam Belka, na wikipedii nie ma pokazanych żadnych demokratycznie wybranych stanowisk. Kolejny kanapowy specjalista od demokracji z kasą ze stanowisk z nadania i który zależny jest od utrzymania status quo. Tekst o „Komediancie” padł przed drugą turą, więc mógł się odnosić tylko do Dudy, a to oznacza, że niedługo Panowie pewnie sobie porozmawiają…
A kariera Belki zalatuje „desantem łódzkim” z wczesnych lat 90ych.

1276200681_by_anomaly_600

Bujda czyli reforma emerytalna

Już nie wiem czy sie śmiać czy płakać, obserwując aktualne dyskusje medialne i bitwy polityczne toczone pomiędzy zwolennikami ZUSu, KRUSu, OFE. Jedni płaczą, inni krytykują a jeszcze inni grzmią z tej lub owej ambony (wirtualnej lub nie). Obywatel i tak ma wszystko głęboko, ponieważ nie widzi związku pomiędzy pieniędzmi zabieranymi mu dzisiaj a hipotetycznymi dochodami emerytalnymi za kilkadziesiąt lat. Czyli aktualna reforma emerytalna to pic na wodę.

Jakiekolwiek składki i tak przejadane są dzisiaj, zaś my, pracujący, otrzymujemy jedynie zobowiązania od złodziei kasy, że za 15-20-30 lat cokolwiek nam wypłacą. Przecież ZUS wydaje dzisiejsze składki mas pracujących na swoje (tzn. państwa) zobowiązania wobec pracujących wczoraj a emerytów dzisiaj. Metoda dziurawego kubła: co wpłynie dzisiaj, wydadzą już jutro, zaś na NASZE emerytury będą zbierali (wymuszali) od tych pracujących za 15-20-30 lat. W funduszach jest trochę inaczej – liczy sie wartość pieniądza w czasie. Fundusze biorą od nas “składki” (też wymuszony ustawowo haracz) po czym wypłacają sobie natychmiast dywidendę (złotówka wzięta dzisiaj ma taką samą wartość jutro, ale juz nie za 30 lat), żyją na nasz koszt, za to obiecują nam, iż za 30 lat otrzymamy miliony. Nie mówią nam o tym, że sami sprzedawcy i zarządzający tymi funduszami już nie będą pracować za owe 30 lat (za to żyją przez ten czas na nasz koszt), nikt nie zna inflacji, stanu ekonomii za 10-2-30 lat, ani tego co wymyślą rządzące cwaniaki.

To jest taki biznes, jakby przyszedł do was sąsiad i poprosił o pożyczkę 20 000 PLN i obiecał, że za 10 lat odda wam milion. Dalibyście? Większość z Was dałaby, ale bimbrownikowi czy dealerowi amfy, bo ich zwrot na inwestycji jest pewniejszy i większy.

ZUS wyrzuca pieniądze na wypłaty prezesów, limuzyny, nowoczesne biurowce i bezzasadne pensje dla swoich geniuszy. Nie wspomnę o informatyzacji, która pochłonęła ciężkie miliony a doprowadziła do utworzenia kont użytkowników, byśmy mogli popatrzeć z domu na to jak mało będziemy dostawać. Ta sama informatyzacja kont wymaga osobistego pojawienia sie w urzędzie, czyli ZUSowscy informatycy nie potrafili rozpracować systemu w którym człowiek może sie sam zapisać…
OFE i inne cyrki zatrudniają najdroższych specjalistów, sponsorują rożne dziwne przedsięwzięcia oraz nie potrafią wykazać sie zwrotem na inwestycjach powyżej inflacji oraz lepszych od średniej statystycznej rynków finansowych. Czyli, jakbyśmy grali tą kasą w kasynie mielibyśmy podobny wynik.
A obie instytucje powyżej powinny uczyć sie od KRUSu czyli wiejskiej instytucji finansowej pokazującej jak bogaci farmerzy z dofinansowaniem unijnym mogą udawać biednych robotników rolnych z PRLu, taksówkarze stają sie rolnikami (z hektarem przeliczeniowym), a wszyscy mogą konkurować z normalnie ubezpieczonymi MSPowcami z racji śmiesznie niskich składek, co pozwala na dokonanie dumpingu cenowego i wykoszenie tysięcy składko- i podatko-płatników prowadzacych MSP.

Mamy bajzel, w którym wszyscy nas okradają a potem walczą miedzy sobą. Czyli “reforma emerytalna” z 2014 roku. Co będzie? Ano będzie Ziemia Obiecana. Przy zapaści finansów państwowych, postępującej globalizacji (a ta osłabia rządy i wzmacnia niemoralne, transnarodowe korporacje nie mające żadnych zobowiązań wobec nikogo) oraz postępującym debilizmie rządzących należy oczekiwać jednego – likwidacji systemu zabezpieczeń emerytalnych. Likwidacji poprzez całkowitą zapaść.

Co to oznacza?
1. Powrót do dzikiego kapitalizmu sprzed drugiej polowy XX wieku, w którym ludzie będą pracować do końca, czasami umierając przy maszynach, na złość pracodawcy (prokurator + dochodzenie + usuniecie zwłok = spowolnienie procesu produkcji).
2. Zwiększanie obowiązkowych obciążeń składkowych wśród mas pracujących, ponieważ te nie mają możliwości obronić sie przed zajęciem ich dochodów (składki pobierane są jeszcze na poziomie pracodawcy, a ten zobligowany jest ustawowo). Łatwiej jest kręcić tym na rożnych umowach. Masy będą karmione obietnicami rządzących, a ci mają tą samą mentalność co spece z OFE: “obiecam coś za 30 lat, gdy mnie już dawno nie będzie”.
3. Powyższe pieniądze będą stracone z perspektywy pojedynczego obywatela-płatnika. Nie będą należały do niego ale do państwa (co zresztą niedawno stwierdził Donald).
4. Nie będzie miało znaczenia ILE filarów nasz cudowny rząd wymyśli – każdy projekt pod ich patronatem skończy się tak samo. Odpowiednik OFE w Kazachstanie właśnie został zlikwidowany zaś pieniądze (te jeszcze nie rozkradzione) są scalane w tamtejszym nowo powołanym ZUSie.
5. Obywatele chcący zabezpieczyć się na starość będą zmuszeni zadbać sami o siebie. Owa działalność będzie musiała być ukryta przed rządem gdy ten, zdesperowany, zechce sięgnąć po inne źródła finansowania (janosikowy podatek od oszczędności a’la Grecja). I zacznie sie skup złota połączony z zakopywaniem mini sztabek w ogrodzie. Alternatywnie, będziemy inwestować w waluty (ale nieregularne zmiany banknotów lub kontrole sprzedaży/przepływów utrudnią ich długoletnie przechowywanie).

Nie wiem jak WY, ale się nie okłamuję. Podatki i składki jakie płacę postrzegam jako bandycki podatek od którego nie mogę uciec. Nie ma znaczenia jak sie będzie nazywał, jak górnolotne będzie jego uzasadnienie oraz jakie zróżnicowane formy przyjmie. Nie liczę na nic od państwa, ani na ZUS ani na Służbę Zdrowia. Wiem, że jak sam nie zarobię i nie odłożę, to nie będę miał nic na starość. Odłożyć muszę dużo i daleko, bym nigdy nie musiał liczyć na żałosny system “wsparcia emerytów” autorstwa (dowolnego) polskiego rządu.

Współczesna reforma emerytalna jest więc tymczasową bajką dla naiwnych, bo nie wyszli na ulicę i nie spalili Wiejskiej.

Na szczęście, moja branża pozwala pracować do ostatniego dnia życia a i profesorowie są opłacani coraz wyżej wraz z wiekiem (ponoć zyskują więcej doświadczeń i rozumu). W Polsce profesor może zarabiać jeszcze kilka miesięcy po śmierci, gdyż uczelnia nie musi natychmiast poszukiwać zastępcy, nadal wykazując (świeżego) nieboszczyka jak swoje “minimum kadrowe” do pół roku po jego zgonie. Tylko kto odprowadzi składki od mojego trupa?

Mam (anty)talent

Obejrzałem jeden odcinek kolejnego wydania programu okołotalentowego “Mam (anty)talent”, i nie mogłem sie powstrzymać przed sprawdzeniem definicji słowa “talent”. Ci co się produkują w tych programach, owe obiekty analiz sędziów i widzów, bardzo rzadko prezentują coś, co można by określić jako „talent”.

Z jednej strony internetowej:
1. A marked innate ability, as for artistic accomplishment.
2.
a. Natural endowment or ability of a superior quality;
b. A person or group of people having such ability;

I właśnie w tym zakresie mam owe nietypowe dla Polaka mieszane uczucia – talent to coś wyjątkowego oraz, w moim rozumieniu, nie do nauczenia (naturalnego, genetycznego). Oznacza to, ze:
– akrobaci, wyginani latami przez trenerów;
– tancerze, wirujący latami w tej samej kombinacji;
– inni sztukmistrze z ciałami nawykłymi do konkretnych ruchów, procedur i zachowań;
nie mają „talentu” a jedynie są dobrze wyszkoloną zwierzyną.

Nawet u piosenkarzy można zakwestionować wielu kandydatów, ponieważ dzieci zawsze są „cool” i widzowie głosują na nie dzięki „ooooooooooooooo factor” (wzdychamy!), zaś wielu młodych chłopców piejących dzisiaj, będzie śpiewać wyłącznie na imprezach ledwo im mutacja zawinie do domu a dorośli to chyba trenują w łazienkach podczas golenia.

Wiem, że program “Mam (anty)talent” ma za zadanie zarabiać pieniądze poprzez robienie wody z mózgu przeciętnych i pod-przeciętnych Polaków ale, pomijając głupotę rodaków głosujących na owe beztalencia, bardziej meczy mnie fakt, jak mało mamy ludzi naprawdę utalentowanych. A bez talentu nasz kraj nie będzie nigdy konkurencyjny, nie będzie u nas wielkich wynalazców ani twórców wielkich teorii. Zawsze będziemy ciągnąć za innymi…

Supermeni od wszystkiego

Przed laty było sie specem od jednej rzeczy: kucharze kucharzyli, dziennikarze pisali, pisarze publikowali, sportowcy się pocili a modelki były… głupie.
.
Dzisiaj, rozglądam się po świecie i Internecie, i widzę prawdziwych tytanów od wszystkiego. Supermeni od wszystkiego. Zastanawiam się wtedy, CO SIĘ STAŁO na tej planecie, że wyłącznie mały odsetek ludzi potrafi zrobić, zdziałać, wymyśleć, wypromować wszystko i nic (cokolwiek), zaś reszta, jakieś 99,999999% rabotaje w fabrykach i firmach i instytucjach obserwując nasze nowoczesne tytany wszech-działań i zazdroszcząc im kasy…
.
Jak to jest, że byle człowieczek znający się na jednej rzeczy nagle zaczyna gwiazdorzyć w kilku lub kilkunastu? Znany rowerzysta sprzedaje deski surfingowe, muzyk ma czasopismo, a modelka pachnie na nowo, reklamuje nowe (“swoje”) rajstopy co zapobiegają porwaniom przez UFO i przykłada się do produkcji butów? Każdy, kto minimalnie zaistniał, nagle rozpościera skrzydła i staje się potentatem kilku lub kilkunastu branż? Znacie przecież raperów, co nie potrafili sklecić zdań, by zaraz potem mieć markę mody, studio muzyczne i firmę produkującą cudze rzępolenie, zaraz potem smród spod ich pachy znajduje się w butelkach a podarte Nike’i stają się hitem sezonu, i to nie w więzieniach o zaostrzonym rygorze, ale na ulicach Warszawy, Moskwy czy Pekinu? Należy też wspomnieć piosenkarki, mniej lub bardziej utalentowane, śmierdzące nam z butelek, pozwalające byśmy ubierali się w ich „projekty” lub czesali się na wzór skłębionych kudłow pod ich pachą.
.
Pytanie jest proste. No dobra, trochę pokręcone…
Czy:
a. Myśmy wszyscy zdebilnieli i dramatyczna większość nie ma żadnych talentów, wizji, misji, pomysłów?
b. Oni są taki superosobnikami, że potrafią wszystko zaś zdrapana skora z ich pięt to prawdziwa formuła norweska?
c. Owe gwiazdy stały się produktem, takim samym jak te gówna co nam wciskają, a prawo marketingu mówi nam, że jak się ma jedno gówno na rynku i ludzie je kupują, to pochodne gówna sprzedadzą się tak samo dobrze?
.
Czy spece od marketingu mają nas za aż takich idiotów? A może zmielone włosy Brittney, posolone przez P-Diddy i zmoczone potem przez Shaqua oraz przechowane w lodowce Lady Baby są aż takim afrodyzjakiem by płacić za nie więcej niż za rozkosz kolumbijską?
.
A może to jednak myśmy zwariowali, nie mając niczego ciekawego, zadowalającego, pozytywnego i mile emocjonującego w życiu, przez co musimy się pocieszać półproduktami i pochodnymi funkcji życiowych skurwionych gwiazd i gwiazdeczek?

Celebryci znikąd – od zera do lidera

Zauważyliście zaskakujące kariery ludzi niebytu, pojawiających sie znienacka, bez żadnego powodu, by odnieść potem spektakularny sukces, nie wiadomo dlaczego?
.
Ostatnie dwa fenomeny wakacyjnej RP to panienka ze stadionu z pompą w ustach i dansiorka-super-max, czyli ruchliwa córka wagi słusznej. W obu przypadkach mamy do czynienia z osobami nie mającymi nam do zaoferowania nic ciekawego, pozytywnego, konstruktywnego, niemniej wpychają się nam przed oczy przy każdej okazji. Cud napompowanej nie jest cudem – ona już od jakiegoś czasu kręciła się koło pseudo-elit, więc pewnie ktoś jej załatwił by kamerzysta ją „ujął”. Przecież jej późniejsza „kariera” jest tak szybka, że musiała być ustawiona. Ta druga ma, jak cały swój klan, parcie na szkło za wszelką cenę – teraz jak już wleźli na kanały TV to nikt ich nie zepchnie (dosłownie i w przenośni).
.
Jak zostać popularną gębą w szklanym oku i bulwarówkach?
.
Można się z kimś hajtnąć, pod warunkiem, że ów ktoś jest już znany – aktorzyna z kiepskiego serialu, kiepski aktorzyna, starzejący się aktor, dziennikarz, polityk. Szeroki wybór, dla każdego jest jakaś „ofiara” po plecach której można się wspiąć na wyżyny bywania. Można się przespać z kimś, puścić kogoś w trąbę, być puszczonym lub puszczoną. Można być członkiem rodziny – córką co ma bloga, synem co dorabia u przewalacza, szwagrem co robi w PSL, żoną co dorabia w ARR, itp. Można też znać się na czymś innym ale by podreperować swój image lub zwiększyć dochody zacząć się udzielać w tematach całkowicie nam obcych, niemniej aktualnie ważnych. Można również być tą laleczką od jednorożca, co przegrywała z owym pluszakiem na punkty IQ… Albo być całkowitym debilem, którego zachowanie aż się prosi o upublicznienie – ciołki z Jersey, baru czy ci co mają większego brata i nie rozumieją jak działają kamery ;p
.
Co się robi, jak się już zaistnieje?
.
Wymóg podstawowy – wejście na pułap celebrycki wymaga ciągłego wysiłku by niego nie spaść. Oznacza to bywanie wszędzie i nigdzie (o mężu królowej brytyjskiej był kiedyś dowcip, że „pojawi się nawet na otwarciu… koperty”), jedząc, pijąc, uśmiechając się (czyli jak bezdomni w barach szybkiej obsługi), stojąc kolo osób ważnych, znanych, bogatych. Taka asymilacja cech elity poprzez dotyk… Należy pamiętać o dywanach, z reguły czerwonych, wypinaniu części ciała, robieniu uśmiechu tak szerokiego, że widać dziurawe ósemki a dentystów łapie nerwica, oraz „kupowaniu” ciuchów na jeden wieczór by potem oddać je z nienaruszonymi metkami udając, że „te plamy już tu były”.
.
Pisząc wcześniej, że należy dbać o to by nie zniknąć, nie miałem do końca racji – część fenomenu celebrytów to różnego rodzaju comebacki. Hania piła, ale już nie pije (teraz ćpa). Zdzisiek ważył tonę, a teraz schudł do 930kg – poznajcie jego dietę (sekret: zjadł lodówkę i nie miał gdzie trzymać więcej żarcia). Mąż dziennikarki Kunegundy orał nią pole. Inna baba, po śmierci w kartonach, ma teraz skup makulatury – poznajcie jej sekrety jako biznesłumen. Krzysztofa rzuciła Agnieszka, Tamara, Kasia, Asia, Zosia, Pisia, Misia, Zusia, Ciuzia, ale on się nie poddał i mieszka teraz w zoo na wybiegu z szympansami – poznaj sekret jego szczęścia. Aktorka Bożydara była piękną kobietą w udanym związku ale już nie jest – ani piękna ani w związku – wypełnij ankietę, co spowodowało co? (przy okazji, mój Word pomógł mi poprawnie przespellowac imię Bożydara – ono ISTNIEJE?????????)
.
Co ma z tego celebryta?
.
Część to na pewno psychole z parciem na szkło i papier – ludziki nie kochani przez nikogo, co poprawiają swoje psychiczne skrzywienie byciem w domenie publicznej: nie jestem brzydka skoro papier w gazecie przyjął moje zdjęcie, nie jestem gruby skoro mieszczę się na rozkładówce, nie jestem debilem skoro mnie cytują. Czyli – taniej w bulwarkach leczyć schizy niż leżeć na kozetce.
.
Część ma z tego kasę – sprzedają swoje śluby, zdjęcia, przemyślenia, umawiają się na ustawione kłótnie lub wypinanie tyłka lub upuszczanie dziecka na asfalt, budują „brandy” z liniami produktów na które skusi się ta czy inna solara z dresem lub polska housewife ze wsi długiej na 4 domy (ale dopiero jak zdejmie pług z pleców).
.
Są też tacy, co lubią się ocierać o inny świat – takie współczesne groupies, co nie mają pomysłu na życie bo im IQ nie starcza na rozpracowanie papieru toaletowego w rolce albo, wprost przeciwnie, widzą to jako świetny sposób na życie, by nic nie robić a żyć jak Pan/Pani, jeść za darmo na wyżerkach, dostawać gratisy, pozować w cool ciuchach.
.
Co mamy z tego my, ofiary papki bulwarowej?
.
Pominę tych ułomnych żyjących życiem swoich idoli znikąd – nie oceniam czytających bulwarówki, szukających desperacko najnowszych niusów o majtkach Zuzi, romansie Krysi, rozwodzie Artura czy romansie Tomasino z ze swoim ochroniarzem/masażystą/kucharzem/kierowcą. Śmieszą mnie ci, co uważnie słuchają porad odnośnie mody od ludzi co noszą meloniki na plecach albo robią suknie z toreb od Tesco. Najbardziej zabawni są ci, co uważnie uczą się jak zrobić z abażuru i celofanu suknię prawie-prawie-jak-Chanel, od baby co ma setki milionów bo swoim (kiedyś)sexy tyłkiem uwiodła miliardera, a teraz chce by dizajnerką bo to jest u niej w wiejskim fitnessklubie „wery faszionabl”.
.
Osobiście uważam, że społeczeństwo ma duży PROBLEM – te pojawiające się znikąd „salonowe (lub prasowe) bywalce” gadające o wszystkim do każdego kto słucha lub nie, po jakimś czasie włażą nam za skórę. Jak każda choroba weneryczna, celebryci pojawiają się i panoszą się tak, że trudno jest ich wyeliminować. Żadna penicylina w postaci „kim ty jesteś człowieku” lub „co ty wiesz” nie działa, ponieważ celebryci to odporne stwory, żyjące w swoim osobliwym świecie, zarażający nas ową toksyczną nierzeczywistością.
.
Najstraszniejsze jest to, że po jakimś czasie Polacy traktują owe przybłędy jak autorytety od wszystkiego, zaś dziennikarze i redaktorzy wmuszają w nas przemyślenia owych idiotów przy każdej okazji. Gwidetta, kochanka kucharza bez włosów i rąk znanego z gotowania (mieszania?) ustami, rozjechała jego różowym Ferrari psa znanego polityka, po czym rzuciła się na interweniujących ludzi z gazem pieprzowym. Rok później, już się wypowiada w sprawach mody, za 2 doradza jak urządzić mieszkanie, po 3 latach ma swój program w TV Rzeżączka, by po 5 latach dyskutować o ustawach w sejmie w TV Brunch lub komentować najnowszą wojnę w Zatoce (Perskiej? To od gatunku kota? Gdzie takiego mogę kupić?).
.
Nikt im tego nie pamięta. Nikt nie wyśmiewa tych przybłęd. Nikt nie punktuje ich debilizmu, prostoty intelektualnej, odwracania nam uwagi od rzeczy ważnych i prawdziwych oraz panoszenia się ze swoimi debilnymi poglądami, pomysłami, receptami. Dziennikarze, redaktorzy, członkowie innych (prawdziwych?) elit, traktują ich poważnie, rozmawiają z nimi, słuchają, goszczą, stołują.
.
Coś tu nie gra…
Eh, gdyby Bareja dzisiaj żył to by nie uwierzył…