Finansizm, czyli władza psychopatycznych finansistów

Za zniszczenie globalnego system ekonomicznego bezspornie odpowiadają banskterzy i rożnej maści cwaniaki finansowe. Zawalili system a potem jeszcze okradli państwa i obywateli by załatać swoje deficyty. W większości krajów, nie udało się ich ukarać ani poddać kontroli. Zaprzepaścili tryliony, a teraz bezkarnie myślą, co jeszcze zrobić by zarobić naszym kosztem.

Dlaczego?
Od 30 lat nie mamy do czynienia z kapitalizmem produkcyjnym w Europie Zachodniej, tym wyśnionym celem, za którym gnają państwa post-komunistyczne. Kapitalizm to system, w którym bogactwo tworzy się poprzez produkcję dóbr i usług. Niestety, ten system już nie istnieje, ponieważ Zachód został zdominowany przez finansizm (częściej zwany finansializmem, ale lepiej brzmi krótsza nazwa, ponieważ bliższa jest innym skrajnym lewym/prawym „izmom”), w którym rynki finansowe żyją dla i służą wyłącznie samym sobie – celem ich istnienia jest tworzenie, sprzedaż i obrót aktywów finansowych, które nie służą finansowaniu realnej działalności kapitalistycznej, ale są obracane dla samych siebie i przez to istnieją, jako samodzielny, niezależny system ekonomiczny. Ów finansizm, to czysta chciwość transakcyjna, oparta o mit tworzenia wartości dla akcjonariuszy i to w krótkim okresie.
Oznacza to nacisk na bardzo krótki termin realizacji zobowiązań, co nie pozwala na planowanie strategiczne ani na długoterminowe inwestycje, analizę czynników i konsekwencji ekonomicznych – i nagle rozumiemy, dlaczego finansiści cieszą się z globalizacji, która daje im mierzalne natychmiastowe zyski, ale kosztem milionów lokalnych miejsc pracy. Finansiści nie dbają o sprawy makroekonomiczne, społeczne, ponieważ nie są one powiązane z ich chciwym Matriksem, niemniej ICH działania mają ogromny wpływ na świat rzeczywisty. Dominacja myślenia giełdowego to dominacja potrzeby generowania rezultatów w okresie kwartalnym, który z perspektywy potrzeb i wyzwań realnego biznesu jest okresem nijakim, najczęściej wymagającym znacznych poświeceń ze strony firmy, głownie w kontekście jej długoterminowego rozwoju (a może i przetrwania). Ale długi horyzont czasowy jest niepotrzebny finanzistom – gdy rozwalą firmę swoimi kwartalnymi wymaganiami, ONI mogą się przenieść i pasożytować na kolejnej, i kolejnej, nie dbając o pozostawione za sobą wraki dawniej prężnych organizacji, puste miasta, i bezrobotnych.

By móc grabić różne rynki, finansiści potrzebują globalizacji i błogosławieństwa deregulacji, jaką ona ze sobą niesie. Nagle można działać na różnych rynkach, nie dbając o nic poza zyskiem dla siebie i swoich (rozporoszonych, anonimowych) inwestorów. Otwarcie kolejnego kraju to otwarcie rynku, nie gotowego na konkurencję ze strony globalnych graczy, którzy szybko i sprawnie potrafią wejść, zdominować, objąć kontrolę nad tym, co ważne, a potem wyjąć, zabić, utopić. Potem oni, przenoszą się na kolejne łowisko. Raiderzy 21go wieku. I bezkarni, bo oni lub ich znajomkowie są u władzy w światowych organizacjach mówiących nam co mamy robić.

By otworzyć rynek, potrzebni są kompradorzy, czyli lokalni aktywiści, zaprzedani interesom zagranicznej siły (dobry przykład z historii to Chińczycy reprezentujący kompanie handlowe wewnątrz Chin, de facto sprzedający siebie Portugalczykom, Brytyjczykom i działający przeciwko własnemu narodowi). Ci ludzie zarabiają jako pośrednicy i, oczywiście, są stuprocentowo lojalni wobec swoich mocodawców, którzy z wdzięczności dają kompradorom majątki, trochę władzy a nawet pomagają wyjechać ze swojego kraiku gdzie indziej, tam gdzie kompradorzy mogą cieszyć się zarobioną kasą i nie obawiać odwetu.
Jest oczywiste, że komprador nigdy nie może zmienić poglądów, ponieważ zaprzeczyłby swojemu istnieniu. I nie ma znaczenia czy jest to sportugalizowany Chińczyk w 18 wieku czy polski bankier z początku 21go wysługujący się „globalnemu kapitałowi” czy też polski ekonomista reformujący naszą gospodarkę pod dyktat kolegów w z USA. Skoro czerpią korzyści (pieniądze, władze, prestiż) z promowania cudzego systemu wewnątrz własnej ekonomii/rynku, czego można się po nich spodziewać? Że będą dbać o nasze banki, polskich udziałowców polskich spółek, pracowników tracących etaty, zachowanie kontroli państwa nad strategicznymi branżami, obywateli tracących oszczędności? Oczywiście, że nie. Równocześnie będą ostrzegali przed opodatkowaniem ich własnej działalności, skowycząc, że bez nich świat nie ma racji bytu, będą ostrzegali przed „nadmierną kontrolą” ich poczynań, nie chcąc by ludzie poznali prawdę o ich działaniach, oraz domagać się będą prawa samoregulacji, czyli szansy by, jak szefowie mafii, spotykali się w zaciszu i ustalali, co jest OK, a co nie (z ich własnej perspektywy, czyli finanzizmu).

A gdy system będzie się walił po raz kolejny, oni już dawno będą mieli swoje bogactwo na innym koncie, w innej walucie lub w innej, nieopodatkowanej formie. A potem, jak debile którymi są, przyjdą z wyciągniętą łapą po więcej (naszej) kasy, w przekonaniu, że bez nich świata nie ma. Zapominają, że nic nie jest wieczne, a samonakręcający się finansowy Matriks doprowadzi niedługo do odłączenia realnej od debilnej (finansowej) ekonomii. Islandia pokazała, że można banksterów pogonić.

W Polsce to nie nastąpi, bo przecież są oni liderami ekonomii, banków, a od niedawna kapitanami desantowca PO. Nie nastąpi… PÓki co.

Elitarną Belką w łeb

Płacząc po przegranych wyborach, rożnej maści centrowi wodzowie, liderzy, specjaliści i autorytety wleźli w media i zaczęli obrażać wyborców, pouczać ich i prezentować butę godną władzy mającej zapędy raczej totalitarne.

Póki co, najciekawszy okazał się Marek Belka, który wydukał w „Kropce nad i”:
„Rozumiem niezadowolenie i wybór młodych Polaków. Nie zgadzam się z nimi, ale nie jestem oburzony. To, co się zdarzyło, oznacza danie nie żółtej, ale czerwonej kartki polskim elitom rządzącym od 25 lat. […] A jeszcze bardziej bym to rozumiał, gdybyście to zrobili przez głosowanie na ustabilizowane lewicowe i prawicowe partie opozycyjne, a nie głosując na komedianta.”

Po pierwsze, ciekawe jest oskarżenie „młodych Polaków” o przegraną PO, jakby wściekłość obywatelska ucinana był po 25 roku życia (potem każdy kocha tuskobus?). Poza tym, przecież PO ma być z założenia partią młodych, postępowych. Do urn poszły wszystkie grupy wiekowe, więc niezadowolenie rozeszło się raczej równomiernie po kraju, ponieważ gros obywateli nie korzysta z Polski PO tak, jak robi to pewien procent obywateli (administracja, służby mundurowe, rolnicy, rodziny władzy, przypięci do funduszy unijnych). U siwego Belki „młodość=głupocie”, i to tylko ludzie tacy jak on mogą decydować, kto jest głupi a kto nie. Belka ma tupet.

Po drugie, jak się starszy Pan nie zgadza to niech wyjedzie do Irlandii i zobaczy jak się żyje, a nie przez całe nie-komunistyczne życie (czyli po 1989, bo co robił przed to diabli i WSI tylko wiedzą) siedzieć na stołkach rządowych, mądrząc się i pouczając innych. Albo niech wróci do Albanii, której w czymś tam doradzał (kto słyszał o “sukcesach” Albanii, poza mafią i handlem ludzmi?). Przecież to on i jemu podobni sprzedali nasz system bankowy, zrobili nam neo-chicagowskie reformy, dają zarabiać bankierom a grabią nas, obywateli. Oburzony nie może być, bo to my jemu i jego kumotrom dziękujemy za ICH „osiągniecia”.

To, co mnie najbardziej drażni to dwie kolejne sprawy:
Po trzecie, czy nie denerwuje was miano „elity” przylepione jakimś gostkom trzymającym się stołków i nieodpuszczających nikogo nowego? Kto ich uczynił „elitą”? Intelektualnie uzdolnieni to oni nie są, bo ciągle próbują wdrażać cudze pomysły (prywatyzacja, niska inflacja, przyjęcie euro, banki są bez winy i muszą zawsze zarabiać, wysokie podatki służą zdrowiu firm a obywatel kocha kraj i płaci za obiady Radka, itp.). Gdyby byli inteligentni, to reszta świata by się czegoś od nas mogła nauczyć, a tak, kogo z naszych „liderów” czyta ktokolwiek poza RP? Szczęścia też nie mają, bo aktualny stan ekonomii kraju to raczej dzięki Unii i jej funduszom a nie ich zarzadzaniu naszym krajem. „Elitarny” status wynika raczej z kwestii czwartej…

Po czwarte, Belka sam przyznał, że on i jego kumotrzy trzymają się żłobu już trzecią dekadę. Zalatuje to trochę systemem totalitarnym, gdzie można głosować wyłącznie na jednego z zatwierdzonych i lojalnych kandydatów władzy (i nie ma znaczenia, z jakiej jest „opcji” skoro wszyscy są członkami Grupy Trzymającej Władzę). Dostajemy te same facjaty już 25 lat, a „politycy” zmieniają opcje jak tirówki wożone z autostrady na autostradę, dając nam iluzję wyboru. Popatrzcie na zdjęcia z przełomu – od tamtej pory ci sami goście są na szczycie. Kto ich tam wepchnął? Nie my. Czy można ich zdjąć? Czas najwyższy.

1422348363_h2nczy_600

Po obrazie milionów Polaków, Belka daje nam wytyczne, byśmy głosowali na ustabilizowane partie, czyli te, w których on ma kumpli od polowań, wódeczki, cygar, imprez, biznesów, przejmowania firm, udostępniania inwestycji obcym podmiotom, itp. Tych samych, wiecznie tych samych, spasionych, leniwych, aroganckich, głupawych, głośnych i obraźliwych ludzików, którzy zgotowali nam aktualną sytuację.

Już wiemy, dlaczego w polskim systemie wyborczym nie ma opcji „głosuję na nikogo”, bo wtedy wybory byłyby prawdziwym testem polityków i ich partyjek. A tak, głos sprzeciwu (do tej pory) był kanalizowany głosami „przeciw PiS” lub wyborcy nie szli do urn, bo, po co skoro startowali sami chciwi idioci?

To, co mnie najbardziej fascynuje to myśl, że „elyta rzondzonca nami od 25 lat” jest w 100% przesiąknięta komunizmem albo dowolnym totalitaryzmem. Starsi panowie i kilka starzejących się dam, za młodu siedzieli przed czarno-białymi telewizorami i nasiąkli Breżniewem, Gierkiem, Andropowem, Gorbaczowem, by dzisiaj wierzyć wyłącznie we własne prawo do rządzenia krajem (sorry, rzondzenia, by uszanować PO), negując wszelkie alternatywne poglądy, młodszych i tych innych, lepszych, myślących o dobrze narodu i kraju, niechcących kraść i mogących dotrzymać obietnic. W ich świecie głosować mamy prawo, póki głosujemy na nich, dając im mandat do dalszej władzy, przez co stajemy się obywatelami raz na 1461 dni, w pozostałe będąc jedynie podmiotami (przedmiotami) ich władzy.

A sam Belka, na wikipedii nie ma pokazanych żadnych demokratycznie wybranych stanowisk. Kolejny kanapowy specjalista od demokracji z kasą ze stanowisk z nadania i który zależny jest od utrzymania status quo. Tekst o „Komediancie” padł przed drugą turą, więc mógł się odnosić tylko do Dudy, a to oznacza, że niedługo Panowie pewnie sobie porozmawiają…
A kariera Belki zalatuje „desantem łódzkim” z wczesnych lat 90ych.

1276200681_by_anomaly_600